Zdrowa droga tylko w dobrym towarzystwie


za biurkiem / 28 lipca 2018

Internet aż kipi od dobrych rad dotyczących higieny życia towarzyskiego. Że należy unikać kontaktu z ludźmi, którzy są toksyczni i mają na nas zły wpływ. Że lepiej zerwać znajomość niż się męczyć. Że jednak w kontaktach towarzyskich bardziej liczy się jakość niż ilość. I to wszystko prawda. Tylko najczęściej wtedy przed oczami stają nam psychopaci z amerykańskich filmów, którzy z nieukrywaną przyjemnością znęcają się nad swoimi ofiarami. A to zupełnie nie o to chodzi.

Ach te komentarze

Media społecznościowe pozwalają bardzo szybko podzielić się jakąś informacją ze światem, tylko trzeba liczyć się z tym, że ten świat jakoś zareaguje. W formie like’a albo komentarza. I to właśnie z komentarzami jest największy problem. Bo kiedy nie widzimy rozmówcy, mamy skłonność do folgowania sobie i krótko mówiąc hejtowania. W zasadzie na każdym profilu możecie znaleźć sporo wypowiedzi, które nic nie wnoszą, ale mają po prostu pokazać, że osoba je pisząca ma jakiś problem.

Hejter, który komentuje dla samej przyjemności wylania jadu trochę mnie śmieszy. A trochę mi go żal. Bo to w gruncie rzeczy smutne, że ktoś czuje potrzebę skomentowania obcej sobie osoby. Bo tak naprawdę najczęściej hejter nie komentuje zjawiska tylko komentuje osobę i chce znaleźć jakiś taki aspekt, w którym może się wywyższyć. Przy czym prawdziwym celem ataku niekoniecznie jest osoba publikująca wpis, czasem mogą to być jej klienci lub zwolennicy/fani.

Świetnym przykładem mogą być krytyczne komentarze, które pojawiły się na profilu Ewy Chodakowskiej po zaprezentowaniu przez nią kolekcji kostiumów. Większość odnosiła się do ceny sugerując, że zwykłych i normalnych ludzi nie stać na takie zakupy. W rzeczywistości to nie jest atak na Chodakowską, tylko na osoby, które mogą sobie pozwolić na kostium za 600 zł. Właścicielka marki obrywa poniekąd rykoszetem.

Kiedy znajomi podcinają skrzydła

Obcy ludzie, którzy wypowiadają się na mój temat w ogóle nie robią na mnie wrażenia. Ale od znajomych oczekuję, że będą mnie wspierać i dodawać skrzydeł. Nie ma nic gorszego niż hejter w naszym otoczeniu. Znacznie trudniej go rozpoznać, bo najczęściej hejtuje nieco subtelniej, a poza tym mamy z nim jakieś relacje, które zaciemniają obraz. Ale często właśnie te komentarze mają na nas znacznie mocniejszy wpływ.

Większość osób, które zaczynają się odchudzać lub po prostu uzdrawiają swój jadłospis czy szerzej styl życia spotyka się z negatywnymi komentarzami.

„A po co Ty się odchudzasz?”

„Przecież nie jesteś bardzo gruby!”

„Weź zjedz coś porządnego.”

„Nie szkoda ci czasu na ten cały sport?”

Nie chodzi mi o komentarze wynikające z autentycznej troski, gdy ktoś postanawia zacząć stosować dietę owoco-warzywną dostarczającą 600 kcal dziennie. Tylko o takie bezmyślne uwagi, które niczemu nie służą. A potrafią wyrządzić krzywdę. Bywa również, że nasi znajomi zwyczajnie dowartościowują się naszym kosztem. Skoro im się nie chce ruszyć zadka z kanapy, skoro nie dbają o siebie, to najlepiej, żeby nikt tego nie robił.

Hejter utajniony

Jednak najgorsi są hejterzy, którzy swój jad sączył w sposób prawie niezauważalny. Ci prawie zawsze próbują dowartościować się kosztem drugiego, ale wyszydzają innych w sposób na tyle subtelny, że prawie tego nie widać. Ale jak wiadomo „prawie” robi ogromną różnicę. Ten typ próbuje umniejszyć wszystko, co robią inni. Tym samym oczywiście oznajamia wszem i wobec, że to, co on robi jest lepsze. Wiadomo, że dobrze jest się cieszyć ze swojego życia, ale nie poprzez znajdywanie mankamentów w cudzym.

Przykład takich kretyńskich zachowań miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć na Facebooku kiedy wrzuciliśmy zdjęcia z Biegu Chomika, w którym wzięliśmy udział 19 lipca. Dla wyjaśnienia jest to bieg połączony z akcją zbiórki na rzecz schroniska dla zwierząt (zamiast opłaty startowej). Jak można się domyślić biega się w kółko. I teraz przyjrzyjmy się komentarzom. Myślicie może, że wszyscy napisali coś w rodzaju „Fajnie, że wzięliście udział w takiej akcji”? Otóż, że nie. Jedna osoba napisała krótkie „Super”, za co jej chwała i ktoś inny nawet napisał sensowne zdanie, że czas spoko, ale i tak najważniejsza jest przyjemność z biegania. Ale oprócz tego mieliśmy komentarze w rodzaju „Bieg chomika! Oszalałeś!” lub „Minus za kolorystykę butów”. A to tylko przykłady z jednej imprezy, którą się pochwaliliśmy. Słowo pochwaliliśmy jest użyte z rozmysłem. Bo czasem o to właśnie chodzi, żeby się pochwalić i żeby ktoś nam powiedział „dobra robota, tak trzymaj”. Tylko niestety nie każdy to rozumie. W zasadzie zawsze znajdzie się ktoś (lub nawet duża grupa ktosiów), którzy uznają za stosowne skomentować kretyńsko jakiś aspekt naszego życia.

Niby to są drobiazgi, niby nic nie znaczą. Ale tak naprawdę to są takie drobne szpileczki, które pojedynczo są w zasadzie nieodczuwalne, ale jak się ich zrobi sporo, to już jest ciężko.

Doborowe towarzystwo na wspólną zdrową drogę

Znajomi powinni nas motywować, dodawać energii i wyciągać za uszy kiedy trzeba, pocieszać, doceniać i służyć dobrym słowem. Jeśli tego nie robią, to kontakt z nimi przynieść może tylko więcej szkody niż pożytku. Nie mówię, żeby od razu podejmować radykalne kroki i zrywać wszelkie kontakty. Ale naprawdę warto ograniczyć wpływ takich osób na nasze życie. Czasem nie można całkowicie się odciąć, ale można spotykać się rzadziej, w większej grupie, a na facebooku dodać takie osoby do grupy, która nie widzi naszych wpisów (lub przynajmniej nie wszystkie).

W jakimś sensie w ten sposób tworzymy grupę wzajemnej adoracji. Co najczęściej kojarzy się źle, ale zupełnie nie słusznie. Kontakty towarzyskie utrzymujemy po to, żeby czuć się dobrze. Osoby, którą są w naszym otoczeniu powinny być dla nas wsparciem (nawet jeśli tylko słowem), a nie ciągnąć nas w dół. Dlatego naprawdę dobrze jest ze swojego otoczenia usunąć hejterów. Warto też zwrócić uwagę na własne zachowanie. Czy przypadkiem nie próbujemy czasem wbić komuś znanemu takiej malutkiej szpileczki. Ot tak po prostu.