Wielkie planowanie


za biurkiem / 2 stycznia 2018

Mój tata twierdzi, że czasownik planować jest o tyle wyjątkowy, że odmienia się nie przez trzy czasy – teraźniejszy, przeszły i przyszły, ale jeszcze przez czwarty – czas stracony. Planowanie to bardzo często strata czasu, nie bez powodu mówi się, że najlepszym sposobem rozśmieszenia Boga jest opowiedzeniu mu o swoich planach. To, że coś sobie wymyślimy nic nie znaczy, bo życie lubi zaskakiwać.

Na własnym przykładzie nauczyłam się, że rzeczywistość lubi płatać figle i świetny plan może lec w gruzach przez nieszczęśliwy wypadek. Od tego bardzo bolesnego momentu wiem, że do planów nie wolno się za bardzo przywiązywać, a przede wszystkim nie należy mylić marzeń z planami.

Planowanie na miękko

Planowanie na sztywno jest nie tylko czasem straconym, ale jest też prostą drogą do depresji. Jeśli naszkicujemy zbyt dokładny plan i w dodatku zaplanujemy spełnienie marzeń, to jak coś pójdzie nie tak, znajdziemy się w koszmarnym dołku.

To nie oznacza jednak, że w ogóle nie ma sensu nic planować. Bo jednak bez planu też nie za bardzo da się coś zrobić. A przynajmniej niezbyt wiele. Trzeba zastanowić się co chce się zrobić, a następnie jak to zrobić. Bez napinania się i elastycznie, ale jednak warto pewne rzeczy uporządkować sobie w głowie, czyli tak naprawdę zrobić plan.

Nowy rok – nowe wyzwania

Drugą połowę grudnia, kiedy mam spokojną głowę, poświęcam na zastanowienie się, co chcę zrobić w kolejnym roku. Przeglądam kalendarz i staram się moje pomysły wsadzić w jakieś (dość szerokie) ramy czasowe. Nie robię postanowień noworocznych, bo uważam je za coś kompletnie bezsensownego. Przynajmniej w moim przypadku – może u kogoś się sprawdzają. Ale w zamian za to zapisuję najważniejsze wyzwania na kolejny rok w formie zdań twierdzących w czasie teraźniejszym, na przykład “w 2018 roku wyjeżdżam na Antarktydę”.

Na dużej kartce zapisuję 2-3 najważniejsze punkty i ta kartka ląduje na lodówce. Patrzę na nią za każdym razem kiedy sięgam po coś do jedzenia, czyli naprawdę często. Jest to forma przypomnienia i jednocześnie motywacji. Mniejsze rzeczy zapisuję w kalendarzu.Podobnie robię na początku każdego miesiąca – zapisuję 2-3 rzeczy, które powinnam w danym miesiącu zrobić, żeby przybliżyć, że do realizacji punktów z kartki lub z kalendarza.

Do takiego spisywania “planów” zawsze używam tradycyjnych kalendarzy, kartek i długopisów. To taki rodzaj myślenia magicznego – coś zapisanego na papierze jest bardziej prawdziwe od zapisanego na dysku komputera. Poza tym, praca z ładnymi artykułami papierniczymi jest przyjemna 🙂

To nie plan, to porządek

Spisuję wyzwania i umieszczam je na osi czasu. Nie chodzi o to, żeby jakoś bardzo się przywiązywać do tych planów i terminów. Chodzi o to, że jeśli coś nie jest określone w czasie, to równie dobrze może tego nie być w ogóle. Jeśli coś jest dla mnie ważne, to chcę żeby się zmaterializowało, a to wymaga porządku. Po pierwsze określenia ram czasowych a po drugie kroków prowadzących do celu.

Z wyzwaniami, planami czy pomysłami – jak zwał tak zwał – jest jak ze słoniem. Słonia na raz ciężko byłoby zjeść. Ale po kawałku, czemu nie? Realizacja nawet najbardziej ambitnego planu zaczyna się od małych rzeczy. Zanim powstanie imperium obuwnicze, trzeba wyprodukować pierwszą parę butów – a to już brzmi znacznie bardziej realnie.

Pierwszy krok jest najważniejszy

Staram się, żeby pierwsze kroki zrobić od razu. Nawet jeśli będą to drobne kroczki, które zdawałoby się niespecjalnie przybliżają do celu. Ale to nie do końca tak jest. Bo prawdopodobieństwo skończenia czegoś, co się zaczęło jest wielokrotnie większe od prawdopodobieństwa skończenia czegoś, czego się nawet nie zaczęło. Dlatego właśnie bardzo szybko przechodzę od pomysłu do realizacji, która rzecz jasna może być rozłożona w czasie.

Czy to się sprawdza? Najczęściej tak. Do tej pory takie podejście było dla mnie bardzo pomocne. I myślę, że podobnie będzie u większości osób. Jeśli jeszcze nie macie – sprawcie sobie kalendarz, parę kolorowych kartek i działajcie. Wszystko jest w zasięgu ręki, tylko trzeba tę rękę wyciągnąć.