Telewizja a jedzenie – nieświadome kalorie


przy stole, za biurkiem / 18 maja 2018

Co telewizja ma wspólnego z jedzeniem? Niby nic, a jednak bardzo dużo. I nie tylko o telewizję tu chodzi. Telewizja to po prostu przykładowy rozpraszacz uwagi. Jedzenie przed telewizorem czy komputerem wydaje się być całkiem spoko. W sumie co za różnica, prawda? Nieprawda.

Nawyk silniejszy od nas

Któregoś dnia kolega ze studiów, który zajmuje się prowadzeniem warsztatów edukacji żywieniowej opowiadał historię z przedszkola. Dzieci w przedszkolu nie umiały jeść bez telewizji. Posadzone normalnie przy stole jak to zwykło bywać nie były w stanie spożyć posiłku. Po rozmowach z rodzicami okazało się, że wszystkie dzieci od zawsze były karmione przed telewizorem.  To wykształciło nawyk – jedzenie idzie w parze z telewizją. Podobno droga do naprawy tej sytuacji była długa i raczej wyboista.Szczerze mówiąc, początkowo nie bardzo wierzyłam w dramatyzm tej sytuacji. Jasne zdawałam sobie sprawę, że duża część dzieci je przed telewizorem, ale żeby aż nie umiały zjeść w innych warunkach? Wydawało mi się, że to niemożliwe. Ale rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która ma kilkuletniego synka. Lecą z nim na tydzień do Egiptu i od niej usłyszałam podobną historię. Oczywiście z perspektywy rodzica. Otóż młody nie zje bez bajki, więc ona już od miesiąca go uspokaja, że zabierają tablet i spokojnie będzie mógł wcinać patrząc na ulubione kreskówki. Nie muszę chyba dodawać, że matka nie widzi w tym nic złego. Ja dla odmiany złapałam się za głowę.

Działanie na autopilocie

Człowiek pewne czynności wykonuje odruchowo, nawet o tym nie myśląc. Nawyki są tak głęboko zakorzenione, że nawet bez specjalnego zwracania uwagi (angażując myśli gdzieś indziej) i tak te nawykowe czynności wykonamy poprawnie. Może się zdarzyć, że nie będziemy nawet pamiętać ich wykonywania. Ile razy zdarza się, że nie pamiętamy czy żelazko zostało wyłączone z prądu, albo czy drzwi do mieszkania zostały zamknięte, a potem okazuje się, że wszystko było w porządku. Nie powstało zagrożenie pożarowe ani nie zaprosiliśmy złodziei do mieszkania. Czemu tak się dzieje?

Właśnie dlatego, że mamy bardzo głęboko zakorzenione nawyki. Nasz mózg aktywnie myśli tylko o jednej rzeczy, ale oprócz tego wiele rzeczy możemy robić na autopilocie. Jeśli rozmawiamy przez telefon wychodząc z domu i nasza aktywna uwaga jest skupiona na tej rozmowie, to czynności związane z wychodzeniem z domu przejmuje autopilot. Mimo, że nie skupiamy się na samym wychodzeniu, to jednak zwykle wychodzimy kompletnie i w miarę adekwatnie do pogody ubrani, zamykamy za sobą drzwi, a nawet zabieramy śmiecie do wyrzucenia. I wcale o tym nie myślimy. To się dzieje trochę poza naszą świadomością i bywa, że nie pamiętamy wykonywania tych czynności. Właśnie dlatego, że nasze myśli były zaprzątnięte gdzie indziej.

Ten mechanizm nabywania nawyków, które można wykonywać na autopilocie jest często zbawienny. Ale ma swoje mankamenty. Bo nie zawsze dobrze jest robić coś zupełnie bezwiednie.

Mamo, gdzie moje spaghetti?

Problem polega na tym, że nie tylko drzwi do mieszkania można zamknąć zupełnie odruchowo. Równie odruchowo i bezrefleksyjnie można coś zjeść i w ogóle tego nie pamiętać. Koleżanka opowiadała mi taką właśnie sytuację. Jej synek bardzo lubi spaghetti. Więc przy okazji dnia wolnego mama ugotowała mu jego ulubione danie i dała do jedzenia. To takie jakby święto miało być. Pech chciał, że dziecko akurat było zajęte oglądaniem bajki. Spaghetti wciągnęło, a godzinę później zapytało „mamo i co z tym moim ulubionym spaghetti, które miałaś dla mnie dziś zrobić?” Chłopiec nie zapamiętał faktu jedzenia. Po prostu odruchowo wchłonął, co mama mu podstawiła pod nos, ale jego uwaga cały czas była skupiona na bajce.

Co jest ciekawe w tej sytuacji, to fakt, że po zjedzeniu porcji spaghetti dziecko czuło głód. To pytanie nie wynikało z łakomstwa. Chłopiec zwyczajnie czuł głód. Mimo, że całkiem niedawno zjadł normalną porcję obiadową, która powinna spowodować uczucie sytości. Ale tak się nie stało. A nie stało się tak, bo fakt zjedzenia nie został aktywnie zrejestrowany przez mózg.

Nieświadome jedzenie

U dorosłych występują bardzo podobne zjawiska. Oczywiście osoba dorosła najczęściej sama sobie robi jedzenie, więc jednak zaangażowanie świadomości w ten proces jest nieco większy. Ale tak czy siak jeśli usiądziemy przed telewizorem i włączymy ulubiony serial zaczynamy jeść odruchowo. Możemy zjeść dwa pudełka ptasiego mleczka i w ogóle tego nie zarejestrować albo po zjedzeniu uprzednio przygotowanych kanapek natychmiast idziemy po dokładkę. W innej sytuacji zjedlibyśmy mniej. Albo przynajmniej wiedzielibyśmy, że akurat jemy i co jemy. Umówmy się skoro ptasie mleczko jest takie pyszne, to chyba lepiej mieść świadomość, że właśnie się je wcina 🙂

Nieświadome jedzenie bardzo utrudnia trzymanie diety, a do tego w gruncie rzeczy psuje przyjemność płynącą z jedzenia. No chyba, że ktoś nie lubi jeść i je tylko dlatego, że nie chce umrzeć z głodu. Jednak większość ludzi lubi jedzenie i lubi jeść. Więc skoro jest to coś przyjemnego, to fajnie jest faktycznie tę przyjemność odczuć i delektować się tym, co jemy.

Moim zdaniem zjedzenie ulubionego dania i nawet nie zarejestrowanie tego faktu jest naprawdę straszne. Wiecie to trochę tak jakby pojechać na wymarzoną wycieczkę i całą przespać. No po prostu bez sensu.

Kilogramy nie wiadomo skąd

Nieświadome jedzenie nie tylko powoduje, że nie doceniamy tych wszystkich pysznych rzeczy, które jemy. Ale co gorsza bardzo utrudnia trzymanie wagi. W ten sposób nie rejestrujemy ile tak naprawdę zjedliśmy. Paradoksalnie w przypadku ptasiego mleczka sprawa jest prostsza, bo zostaje corpus delicti w postaci pustych pudełek, ale już z innymi rzeczami jest trudniej. No bo ile tych kanapek było? Dwie? Trzy? A może cztery? Ciężko się doliczyć… Na sensowną podpowiedź z ośrodków głodu i sytości nie możemy liczyć, więc efekt jest taki, że nie wiemy ile zjedliśmy. Raczej więcej niż nam się wydaje.

A potem pojawia się w głowie wielki znak zapytania. Jak to jest, że jem zdrowo, ćwiczę a figura się nie zmienia, albo co gorsza zmienia się nie w tę stronę, co potrzeba. A odpowiedź może być niezwykle prosta. Nie chodzi tylko o to co jesz, ale też ile. Bo generalna zasada jest prosta – jeśli masz ujemny bilans energetyczny, to chudniesz, a jak masz dodatni to tyjesz. A to co jesz, choć ważne dla formy i zdrowia, w tej konkretnej kwestii ma znaczenie drugorzędne. Dlatego naprawdę warto zadbać o świadome jedzenie 🙂