Postanowienie (noworoczne) czy trwała zmiana?


za biurkiem / 15 stycznia 2019

Styczeń zbliża się do połowy, więc warto przyjrzeć się realizacji postanowień (jeśli ktoś jakieś miał). Minęły dwa tygodnie i jak? Tak naprawdę niezależnie od tego czy postanowienie było na nowy rok, na urodziny czy po prostu od poniedziałku – po dwóch tygodniach można spokojnie zweryfikować czy coś z niego jeszcze zostało. A może w ogóle jeszcze nie udało się zacząć realizacji?

Mały krok do przodu

Mamy skołonność do popadania w skrajności. Często jak chcemy coś zmienić w naszym życiu to najlepiej w pakiecie all inclusive:

  • regularne ćwiczenia
  • zdrowa dieta
  • rzucenie palenia
  • elimincja alkoholu
  • racjonalizacja wydatków
  • mniej internetu

W większości wypadków to się nie sprawdza. Bardzo cieżko jest pracować nad nowymi nawykami na wielu frontach. A to oznacza, że po tygodniu czy dwóch wszystko zaczyna się sypać i wracamy do punktu wyjścia. A przcież zawsze lepiej odrobinę pójść naprzód niż stać w miejscu. Ze wszystkiego co byśmy chcieli zmienić warto na początku wybrać jedną rzeczy i na to właśnie na niej się skupić.

Jeśli już trochę oklapliście w realizacji postanowień, to teraz jest właśnie czas na rewizję. Zostawcie na początek jedną rzecz, taką od której najłatwiej zacząć. I nie porywajcie się z motyką na słońce. Zacznijcie od małych kroków. Nie ma sensu od razu zaczynać od siłowni 6 razy w tygodniu jeśli wcześniej byliście tam rok temu w styczniu. Znacznie praktyczniej będzie wybrać jeden dzień w tygodniu i wpisać na stałe w plan dnia aktywność fizyczną.

Solidny fundament to podstawa

Jasne, że dwa tygodnie zdrowszego życia jest lepsze niż dwa tygodnie mniej zdrowego życia, ale umówmy się – nie chodzi o to, żeby zmiana była na chwilę. A jeśli chcemy coś zmienić na stałe, to musimy zbudować dobrą podstawę. Najlepiej, żeby ta jedna drobna rzecza wsiąkła w nasze życie i stała się rzeczą tak oczywistą jak mycie zębów. Zęby po prostu myjemy, nie poświęcamy temu zbyt wiele uwagi – ot, po prostu element codziennej toalety.

Naszym celem powinno być doprowadzenie do tego, że wybrane postanowienie stanie się takim myciem zębów. Nie ważne czy chodzi o zdrowszą dietę, sport czy cokolwiek innego. Po prostu musimy wykształcić nowy nawyk. A na to potrzeba czasu. I to znacznie więcej czasu, niż mityczne 21 dni, które podobno wystarcza żeby coś zmienić.

Nagroda – hit czy kit?

Czy powinniśmy się nagradzać, ze realizację swoich postanowień. Odpowiedź jest jak zwykle prosta – to zależy. Są sytuacje, w których ma to sens. Na przykład ja w nagrodę za pójście na basen wypijam gorącą czekoladę. Po prostu bez perspektywy czekolady jest duża szansa, że na basen bym nie poszła. Zwłaszcza zimą. Z drugiej strony nie jestem zwoleniczką koncepcji, że na pewne rzeczy trzeba sobie zasłużyć. Relaks w kąpieli czy maseczka na twarz nie powinny być nagrodą. Zrobienie czegoś dobrego dla siebie nie powinno być, moim zdaniem postrzegane w kategorii nagrody. Jeśli wizja “nagrody” ułatwia podtrzymanie nawyku, to super. Ale nie zapominajmy, że o realizacja postanowień nie decyduje w żaden sposób o naszej wartości. No i nagroda nie powinna przekreślać tego co osiągnęliśmy, czyli tabliczka czekolady po siłowni nie jest dobrym pomysłem.

Co zamiast nagrody? U mnie znacznie lepiej sprawdzają się zachęty. Nowe rzeczy sprawiają, że mam ochotę je wypróbować – na sporcie albo w kuchni. Jakoś perspektywa, że coś sobie kupię jak coś zrobię działa znacznie słabiej. Bo o ile fajniej jest robić to coś mając już nową rzecz?

Niezależnie od tego, co działa w konkretnym przypadku – w materialnych motywatorach nie ma nic złego. Jeśli nowa skarbonka zachęci do oszczędzania, to super. Grunt, żeby przybliżyć się do tego, na czym nam zależy 🙂

A jak się nie uda?

Jeśli potkniemy się w realizacji założeń, to po prostu trzeba wstać i iść dalej wybraną drogą. W żadnym razie nie ma sensu stosować jakichś kar czy zadośćuczynienia. Stało się, to się stało. Nie ma sensu tego rozstrząsać. Ważne tylko, żeby z tego jednego potknięcia nie zrobiła się cała seria zakończona powrotem do punktu wyjścia.

Nie wymagajmy od siebie zbyt wiele, róbmy swoje bez zadręczania się drobnymi niepowodzeniami. Życie jest za krótkie, żeby marnować je na dążenie do perfekcji.