Jestem kobietą, więc…


za biurkiem / 11 grudnia 2017

Są ludzi i są kobiety. Na fali walki o równouprawnienie kobiety zaczęły być traktowane jak jakaś grupa specjalna. Przeczytałam dziś artykuł “Badanie: 58 proc. kobiet nie utrzymałoby samodzielnie domu” i etnologiczna część mojej duszy zapłakała.

pieniądze

Mam tezę i będę się jej trzymać

Badania zostały przeprowadzone przez organizację “Kobieta i pieniądze” i bardzo ładnie dowiodły z góry przyjętej tezy, że kobiety zarabiają za mało. A w szczególności za mało by samodzielnie utrzymać rodzinę. Problem z badaniami jakościowymi polega na tym, że jeśli ma się jakąś ugruntowaną opinię, to te badania zawsze jej dowiodą – wystarczy umiejętnie zadać pytanie.

Oczywistym jest, że jeśli w rodzinie zarabiają dwie osoby i nagle zostanie tylko jedna zarabiająca, to pieniędzy będzie mniej. Do tego nie trzeba prowadzić wielkich badań tylko wykonać niewielki wysiłek intelektualny na poziomie trzeciej klasy szkoły podstawowej: x≤x+y. Niezależnie od poziomu zarobków obu osób, jeśli zostanie tylko jedna z nich stopa życiowa obniży się, więc subiektywne odczucie jest takie, że jedna pensja nie wystarczy.

Na przykład osoba zarabiająca “średnią krajową”, czyli jakieś 4 500 zł ma ponad dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. Co oznacza, że zarabia więcej niż dwie osoby pracujące za najniższą stawkę. Para zarabiająca po 2 000 zł jest w stanie utrzymać rodzinę, więc jedna osoba otrzymująca wynagrodzenie 4 500 zł tym bardziej. A jednak mało znam przypadków rodzin, w których jedna osoba zarabia średnią krajową, więc druga rezygnuje z pracy.

Nawet autorzy tekstu przyznają, że sprawa jest dęta, pisząc jedno znamienne sformułowanie: “możliwość utrzymania rodziny na obecnym poziomie”. To oznacza, że tytułowa teza jest nie do końca prawdziwa, czyli krótko mówiąc fałszywa.

Niedopowiedziane wnioski

Poza z góry założoną tezą autorzy badania dołożyli jeszcze jedną zbrodnię na naukach społecznych – podtekst. Cały tekst sugeruje, że niemożność utrzymania rodziny dotyczy tylko kobiet. Wprawdzie nigdzie nie jest to napisane wprost, ale z samego faktu przemilczenia sytuacji finansowej mężczyzn wynika, że panowie takiego problemu by nie mieli.

Tymczasem bez robienia badań, nawet na tej samej grupie rodzin, możemy swobodnie przyjąć, że zarobki mężczyzn również nie wystarczają na samodzielne utrzymanie rodziny. Gdyby było inaczej przynajmniej część kobiet nie pracowałaby wcale. Nie wszystkie panie mają tak wielką potrzebę chodzenia do pracy, że robią to nawet jeśli nie ma ekonomicznego uzasadnienia.

zarobki

Ale o co chodzi

Założycielka organizacji odpowiedzialnej za te badania powiedziała (cyt. za Rzeczpospolitą): “Naszym zamiarem było ustalenie, czy wynagrodzenia kobiet pozwalają im na niezależność w kwestiach bytowo-rodzinnych. Wyniki pokazują, że kobiety mające rodzinę nie mogą się czuć bezpiecznie z zarobkami, które obecnie osiągają.”

Samo to zdanie jest ciekawe. Z jednej strony mamy ładne słowa i w pierwszej chwili można pomyśleć, że faktycznie coś jest na rzeczy. Ale jak się wczytamy, to już zgrzyta. Po pierwsze – dlaczego kobieta, która ma rodzinę (czyt. dzieci) ma być w stu procentach samowystarczalna? Skoro przy sprowadzaniu dzieci na świat nie była samowystarczalna, to nie ma żadnego logicznego powodu dla którego później miałaby już być. Po drugie znowu gdzieś znika z horyzontu ojciec tych dzieci. Gdyby teza brzmiała – w razie utraty zarobków przez jednego z rodziców, druga osoba sama nie udźwignie ciężaru utrzymania rodziny, to można byłoby w ogóle o czym rozmawiać. A tak mamy po prostu zdanie wprowadzające do głównej tezy – kobiety powinny zarabiać więcej. A jest to koniecznie, bo ich obecne zarobki nie pozwalają na to, by czuć się bezpiecznie.

Jestem kobietą więc…

Wszyscy chcemy, żebyśmy byli zamożniejsi. Ale postulowanie wyższych zarobków dla jednej tylko grupy jest całkiem bez sensu. Zwłaszcza, że za tym postulatem nie idzie żaden merytoryczny argument. Generalnie w biznesie jest tak, że pracodawca płaci pracownikowi tyle, na ile wycenia jego pracę. I naprawdę nie jest to zależne od płci pracownika. To nie jest tak, że pracodawca daje ogłoszenia i jak zgłosi się Ziuta a nie Ziutek, to obniża pensję o 500zł dla zasady.

Faktem jest, że średnia stawka godzinowa jest niższa w przypadku kobiet niż mężczyzn, ale nie jest to różnica bardzo duża (obecnie 7,7%) [1, 2]. Przy czym wynika to przede wszystkim z tego, że kobiety są nadreprezentowane w zawodach słabiej wynagradzanych. Mniej mężczyzn niż kobiet wybiera zawody takie jak nauczyciel. I to w zasadzie wyczerpuje temat merytorycznie.

Ale przecież nie o merytorykę tu chodzi. Rzecz w tym, żeby promować wizję kobiety uciśnionej ekonomicznie, która zarabia za mało, co jest z pewnością przejawem jakiejś formy przemocy i dlatego nie może czuć się bezpiecznie. Krótko mówiąc całe te badania i artykuł je opisujący jest jedną wielką manipulacją. Z jednej strony tworzy narrację krzywdzenia kobiet, a z drugiej może spowodować, że jakaś kobieta poczuje się faktycznie ofiarą. A przecież nie ma ku temu żadnego powodu.

Jestem kobietą, więc mam dwa chromosomy x i tyle. Mogę zarabiać dużo, albo mało. To zależy ode mnie, od mojego wysiłku, gotowości do ciężkiej pracy i zdolności. Płeć nie ma tu żadnego znaczenia i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.