Czy jesteś szczęśliwy?


za biurkiem / 26 marca 2019

Miałam wyjątkowo ciężki dzień. Spotkanie za spotkaniem, konieczność przestawiania się z tematu na temat w ciągu minuty, ani chwili na złapanie oddechu. Słowem kwintesencja koszmarnego dnia praca. Po południu poszłam na saunę i tak sobie siedząc w ciepełku pomyślałam, że życie jest naprawdę do kitu. Człowiek ciężko pracuje, po pracy jest ledwo żywy i w zasadzie jedyne co może zrobić to iść spać, a i tak nie może kupić wszystkiego, co by chciał. Wolnego czasu ma jak na lekarstwo, wiecznie coś jest do zrobienia, coś jest niedokończone i nie dość dobre.

Rozmyślałam o tym wszystkim, czego sobie nie kupię (a co w tym momencie chcę), o miejscach, których nie odwiedzę i rzeczach, których nie zrobię. Bardzo źle i smutno mi się zrobiło. Taka nieszczęśliwa i biedna siedziałam w tej saunie i się użalałam nad sobą. Na szczęście obok siedział mój mąż i zaczęliśmy rozmawiać o planach na kolejny weekend i wspominać weekend poprzedni. I wtedy dotarło do mnie, że zmęczenie rzuciło mi się na mózg.

Rzut oka w przeszłość

Najczęściej szczęście dostrzegam po fakcie. Myślę o jakiejś sytuacji i dociera do mnie „byłam wtedy szczęśliwa”. Wiosenny spacer ze świeżo poślubionym małżonkiem. Wycieczka rowerowa na wakacjach.  Spacer po Kampinosie, kiedy weszliśmy w jakieś bagno a potem staliśmy się ofiarami krwiożerczych komarów.  Oglądanie kolejnych odcinków serialu leżąc na kanapie i zajadając się pizzą. Wspólne malowanie mieszkania.  Czas spędzony z rodziną. Sadzenie kwiatków u babci w ogródku, czego nienawidzę.

Te momenty szczęścia  nie były związane z dalekimi podróżami. Nie chodziło też o rozpakowanie nowej „zabawki”. W zasadzie nie działo się wtedy nic ekscytującego. Po prostu byłam z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. W zasadzie tyle. I najczęściej w danej chwili nie czułam się szczęśliwa. Gorzej – bywało, że byłam zła i niezadowolona. Bo przecież sadzenie kwiatków jest głupie, a w domu czeka ciekawa książka. Komary gryzą i są wredne. I tak dalej.

I dopiero w takich właśnie chwilach słabości docierało do mnie – wtedy byłam szczęśliwa. I zaraz za tym myśl kolejna – nie to, co teraz.

Małe rzeczy dzisiaj

Życie składa się z drobiazgów i pojedynczych chwil. Zazwyczaj staram się o tym pamiętać. Czasem, jak jestem bardzo zmęczona, albo coś złego się wydarzy pojawiają się bezsensowne czarne myśli. Zawsze można znaleźć milion obiektywnych powodów do bycia nieszczęśliwym. Zwłaszcza jeśli zamiast w lustro spojrzy się na zdjęcia publikowane w internecie. Ale po co na siłę ich szukać? W takich sytuacjach staram się skupić na tu i teraz. Nie na tym co mogło być inaczej w przeszłości. Nie na różnych wizjach na przyszłość. Ale na teraźniejszości. Najczęściej wtedy okazuje się, że jednak nie ma powodu, żeby się smucić.

Może tak się zdarzyć, że jutro czy za rok ziści się najgorszy z możliwych scenariuszy. Jasne. Ale równie dobrze mogę znaleźć wygrywający kupon na loterię. Przyszłości nie znamy i nie przewidzimy. Ale mamy wpływ na teraźniejszość. Czasem zapominam o tym i w pogoni za lepszą przyszłością gotuję sobie koszmar teraz. A to przecież kompletnie bez sensu. Na szczęście obok siebie mam człowieka, który jest bardzo mocno osadzony w teraźniejszości i sprowadza mnie na ziemię – tak jak w tej saunie.

A czy ty umiesz być szczęśliwy?

Problem w tym, że czasem po prostu nie umiemy być szczęśliwi. Nie cieszy nas to co mamy, bo chcemy więcej albo inaczej. Żyjemy zbyt mocno tym co było wczoraj i tym co będzie jutro, a zapominamy o tym, co jest dziś. Coś nie poszło najlepiej? Nie poszło, to nie poszło. Na huk drążyć temat? Jutro może nie być za ciekawe? Jeśli można temu zaradzić, to trzeba to po prostu zrobić. A jeśli nie można nic z tym zrobić, to nie ma sensu o tym myśleć. A z pewnością nie kosztem bieżącej chwili.

W sobotę poszliśmy pobiegać. Była ładna pogoda. Świeciło słońce, a na niebie widać było pojedyncze białe obłoczki. Patrząc na Wisłę, na drzewa z malusieńkimi pączkami pomyślałam przez chwilę, że świat jest piękny. A ja mam szczęście, bo mogę go podziwiać  biegnąc powoli obok mojego męża. Takie nic. Błahostka. Ot, poszli razem pobiegać. Ale to właśnie są momenty, kiedy można poczuć się szczęśliwym. O ile oczywiście pozwolimy sobie na to, żeby oderwać się od rozpamiętywania przeszłości i zamartwiania się przyszłością. Bo bycia szczęśliwym też trzeba się nauczyć. Ja cały czas nad tym pracuję 🙂