Czasem trzeba odpuścić


za biurkiem / 24 stycznia 2018

Nie jestem typem “olewacza”. Jeśli coś robię, to robię to na 150%, daję z siebie wszystko. Trzymam się raz wytyczonego kierunku, zgodnie z zasadą, że jak się powiedziało A, to trzeba od razu dojść do końca alfabetu. Zadaniowe podejście do życia powoduje, że w oczach innych jestem cyborgiem, na którym nic nie robi wrażenia. Jak bardzo dalekie od prawdy są te spostrzeżenia wiem tylko ja.

Wszystko ma swoją cenę

Problem polega na tym, że jak na zewnątrz robi się wszystko na 150% normy, to potem płaci się za to w życiu prywatnym. Ceną są rozpadające się relacje i szwankujące zdrowie. Wiadomo, że w życiu nie ma nic za darmo, ale czasami cena jest zwyczajnie zbyt wysoka. Czasem trudno jest zauważyć ten moment, w którym po prostu przestało się opłacać recytowanie kolejnych liter alfabetu i trzeba się wycofać.

U mnie od momentu kiedy widzę, że przychodzi mi płacić za dużo do momentu, kiedy postanawiam coś z tym zrobić mija bardzo dużo czasu. Powtarzam sobie, to co słyszałam całe życie – przecież dla ciebie to będzie proste, poradzisz sobie. I radzę sobie i tylko ja wiem, jak bardzo nie jest mi z tym dobrze. Ale mam wrażenie, że przyznając się, że obrałam zły kierunek zawiodę oczekiwania tych wszystkich, którzy wierzą, że ja dam radę wszystko.

To nie porażka, to mądrość

A przecież prawda jest taka, że jeśli coś nam szkodzi, to powinniśmy przestać to robić. Najprostszy przykład – jeśli komuś szkodzi mleko, to przestaje je pić. Czemu w życiu nie jest tak łatwo? Zmiana zadania czy objęcie innego kierunku może być postrzegane jako porażka. Przy czym głównie to my sami widzimy to w tych kategoriach. To my wiemy, że rezygnujemy nie dlatego, że coś innego jest fajniejsze, tylko dlatego, że to, co aktualnie robimy jest bardzo niefajne.

W ubiegłym roku splot kilku wydarzeń spowodował, że znalazłam się w sytuacji, w której z rozpędu mówiłam cały alfabet jednocześnie gotując się w środku. Dużo wody w Wiśle musiało upłynąć zanim stwierdziłam, że w tej sytuacji najlepszą strategią będzie kontrolowany odwrót. Podjęłam kroki, żeby w tym roku wyplątać się ze szkodzącej mi sytuacji. To jeden z moich planów – wyzwań na 2018 rok. Liczę, że dam radę to zrobić bez większych strat 🙂

Za tę lekcję pokory zapłaciłam masakrycznie obniżoną odpornością i różnymi nieciekawymi sytuacjami zdrowotnymi. Wiem, że sama się władowałam w to bagno. Prawdę mówiąc już rok temu wiedziałam, że idę w kierunku dla mnie złym. Ale nic z tym nie robiłam, bo z pozoru wszystko wyglądało pięknie – nieustające pasmo sukcesów i rzyganie tęczą. A to, że mi było źle wiedziałam tylko ja.

Mam nadzieję, że ta lekcja wystarczy mi na całe życie i w przyszłości szybciej będę podejmować akcję ratowania samej siebie.

Czasem trzeba odpuścić

Nie trzeba być najlepszym na świecie. To zdanie chyba sobie wymaluję nad łóżkiem. Mam wrażenie, że takie skłonności do perfekcjonizmu są domeną kobiet.

W pracy chcemy być najlepsze i udowodnić wszystkim, że damy radę zrobić więcej i więcej.

W domu próbujemy ogarnąć jak najwięcej same i wpychamy się w pułapkę “mężczyzny pomagającego w domu” zapominając, że to jest wspólny dom i o ile obie osoby pracują to nie ma tu mowy o pomaganiu a co najwyżej o podziale obowiązków.

Dbamy o ciało, żeby zachować wieczną młodość, więc między pracą na 150% a prasowaniem wykonujemy trzysta brzuszków, żeby wyglądać jak ta laska z Instagrama.

No i nie przecież musimy się rozwijać, bo zewsząd słyszymy jak to kobieta musi dbać o samorozwój, więc uczymy się nowych rzeczy, czytamy mądre książki i latamy nakursy.

W tym wszystkim zapominamy, że jesteśmy ludźmi, że mamy potrzeby – niekoniecznie te pokazane w mediach, że musimy mieć też czas dla siebie. Wydaje mi się, że mężczyźni rzadziej mają z tym problem. W jakimś stopniu, to pewnie kwestia wychowania, ale niezależnie od przyczyny naprawdę warto czasem wziąć z nich przykład.

Moje życie nie jest idealne, ale jest moje. I nie może składać się wyłącznie z zadań do wykonania – czasem po prostu trzeba odpuścić.  Powiedzieć sobie “dość, zwolnij” i po prostu robić nic.