Czemu cheat meal to głupota?


za biurkiem / 14 marca 2018

Cheat meal cały czas jest niezwykle popularny. Kiedy ktoś ogólnie preferujący zdrowe jedzenie pożera zamówioną pizzę albo idzie na burgera często nazywa to właśnie cheat mealem.

Weźmy zatem na warsztat tę zbitkę „cheat meal”. Pochodzi ona oczywiście z angielskiego. Meal to posiłek, a cheat? Cheat oznacza oszukiwać, lub zdradzać. Co nam wychodzi z połączenia tych dwóch słów? Ano wychodzi na to, że jest to posiłek, w którym oszukaliśmy, zdradziliśmy nasze zdrowe podejście do jedzenia. Serio ktoś uważa, że to jest spoko?

Prosta droga do wyrzutów sumienia

Czu naprawdę ktoś uważa, że oszustwo czy zdrada, to słowa, które powinny kojarzyć się z jedzeniem? Jeśli zjedzenie kebaba jest jakimś szachrajstwem i sprzeniewierzeniem się zdrowemu stylowi życia, to nigdy nie powinniśmy tego robić, czyż nie? Czyli w zasadzie powinny się pojawić wyrzuty sumienia w związku z tym, co zjedliśmy. I chyba trochę tak jest, bo z jakiego innego powodu szczupła, zdrowa i dobrze się odżywiająca osoba czuje się w obowiązku wytłumaczyć z tego, że je pizzę?

Jedzenie nigdy* nie powinno być przyczyną wyrzutów sumienia. Jeśli czujemy się źle sami ze sobą z powodu tego, co zjedliśmy, to wkraczamy na prostą drogę ku zaburzeniom odżywiania. W ślad za wyrzutami sumienia podąża chęć kompensacji, czyli: kolejnego dnia zjem mniej, albo zrobię mocniejszy trening czy coś w ten deseń. A często jedno i drugie. W efekcie spada poziom glukozy we krwi, pojawia się większy głód, który trzeba natychmiast zaspokoić i znowu na talerz trafia coś z listy zakazanych produktów. I koło się zamyka.

Jedzenie nie potrzebuje uzasadnienia

Jedzenie jest człowiekowi potrzebne do życia. Dostarcza energii i składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dodatkowo jest też źródłem satysfakcji. Nie potrzeba tworzyć wymówek czy uzasadnień dla jedzenie. Jemy po to, żeby żyć i żeby była nam dobrze. Nie ma w tym większej filozofii.

W szczególności nie należy dorabiać fałszywej ideologii do okazjonalnie zjedzonej pizzy. Zjedzone, to zjedzone na wuj drążyć temat? Nie warto rozpatrywać tego w kategorii grzeszku (guilty pleasure), oszukanego posiłku (cheat meal) czy jakiegoś innego chorego słowotworu.

Jedzmy po prostu zdrowo, normalnie i cieszmy się tym 🙂

*trochę upraszczam, bo są sytuacje, w których może się to zdarzyć. Na przykład, kiedy trochę za bardzo zaszaleliśmy na zakupach i postanowiliśmy kupić na spróbowanie wszystkie dostępne rodzaje musili, każde za 19,99 zł i potem okazuje się budżet się nie spina 🙂