Być lepszą wersją siebie?


za biurkiem / 19 lutego 2019

Wszędzie można przeczytać, że nie powinno się porównywać do innych. Wiadomo, każdy ma inną sytuację życiową i rodzinną, inne predyspozycje i inne priorytety. W zamian za to słyszymy, żeby być lepszą wersją siebie. Ja to ja, więc niby ma to sens. Ale czy na pewno?

Dzisiejsza wersja mnie

Dzisiejsza ja różni się ode mnie pięć czy dziesięć lat temu. Różnice są ogromne.

2011

Dziesięć lat temu byłam studentką, pracowałam na kawałek etatu, mieszkałam z rodzicami i dopiero wkraczałam w dorosłe życie. Słowo problem znałam w zasadzie tylko ze słownika, a największym zmartwieniem były egzaminy. Pięć lat temu byłam już mężatką, pracowałam na cały etat i właśnie spadła mi na głowę masa problemów, których się nie spodziewałam, a które przygniotły mnie bardzo mocno. Studencka beztroska dawno zniknęła, a codzienność angażowała tak bardzo, że nie było w zasadzie miejsca na cokolwiek innego. A dziś? Dziś nadal jestem mężatką, nadal pracuję, ale gdzie indziej. Dzisiejsze problemy angażują mnie znacznie mniej niż te sprzed pięciu lat, a także angażują mnie inaczej. A poza tym mam twardszą dupę. To, co pięć lat temu mnie przytłaczało, dziś robi znacznie mniejsze wrażenie.

2013

Moje ciało też się zmienia. Taka kolej rzeczy 🙂 Nie spodziewam się patrząc w lustro zobaczyć siebie młodszą o parę czy paręnaście lat. To tak nie działa. Jasne, że super byłoby przez cały jak najdłuższe życie mieć osiemnastoletnie ciało. Ale niestety nie ma takiej możliwości.

Ja dziś vs ja wczoraj vs ja jutro

Każdy dzień przynosi coś nowego, zmienia się nasza sytuacja i otoczenie, a my w jakiś sposób dostosowujemy się do tych zmian. Czy to znaczy stajemy się lepszą albo gorszą wersją siebie? Czy w ogóle porównywanie siebie z różnych okresów ma sens? Moim zdaniem nie bardzo. Zwłaszcza jeśli wniosek z tego porównania jest taki, że aktualna wersja jest nie dość dobra. Kiedy słyszę o byciu lepszą wersją siebie zastanawiam się zawsze „a co jest nie tak z obecną”?

2018

Warto dbać o siebie, zdrowo się odżywiać, prowadzić aktywny tryb życia, wysypiać się i robić te wszystkie rzeczy, które można sumarycznie nazwać zdrowym stylem życia. To jest inwestycja na przyszłość. Ale to naprawdę nie powoduje, że nagle upgrade’ujemy się do wyższej wersji. Prawda jest taka, że albo lubimy siebie albo nie. Jeśli mamy problem z samoakceptacją, to zmiana nawyków żywieniowych nie pomoże. A wręcz może prowadzić do zaburzeń odżywiania. Dbanie o siebie powinno wynikać z tego, że się lubimy. Trochę na takiej zasadzie jak dbamy o inne osoby bliskie naszemu sercu. Czy to jak ktoś je i ile się rusza wpływa na naszą do niego sympatię?

Ja to ja. Mimo wielu zmian cały czas jestem tą samą osobą. Nie jestem ani bardziej ani mniej wartościowa przez to co robię a czego nie robię. Nie oceniam siebie przez pryzmat sylwetki czy nawyków. Co najwyżej oceniam konkretne rzeczy, które zrobiłam lub których nie zrobiłam. Ale unikam też samobiczowania i rozpamiętywania. Staram się wyciągać wnioski na przyszłość i tyle.

2018

Tu i teraz

Tu i teraz występuję w swojej aktualnej wersji. Równie dobrej jak poprzednie i kolejne. Nie chodzi o bezrefleksyjne samozadowolenia, ale raczej o skupienie się na teraźniejszości i patrzenie na siebie z sympatią.  Kiedyś już było, a jutro dopiero nadejdzie. Nie warto uzależniać swojej radości od tego czy poprawimy coś w sobie i od porównywania się czy to do innych czy do siebie J To trochę jak z nauką w szkole. Albo z osiągnięciami w sporcie. Dzisiejszy sukces jutro będzie czymś zwyczajnym, a coś zwyczajnego dziś, jutro może być wyzwaniem.

Dlatego dbajmy o siebie, ale nie szukajmy najlepszej wersji siebie. Bo ta już jest. Kluczem do sukcesu jest to dostrzec 🙂