Chcesz być kimś? Zacznij od bycia sobą!

wpis w: tak uważam | 0
„Bądź sobą”, to ładne i modne hasło i słusznie, bo naprawdę warto być sobą, bo w tym każdy ma szansę byś mistrzem świata. Tylko niektórzy nie do końca wiedzą na czym to całe bycie sobą polega. Niektórym się wydaje, że chodzi o to, żeby się wyróżnić stylem bycia, ubiorem, miliardem kolczyków albo procentem wytatuowanej powierzchni ciała. Jeśli ktoś myśli, że do bycia sobą potrzebuje jakichś specjalnych środków to znaczy, że ma z byciem sobą spory problem.
Bycie sobą to nie ranienie uszu osiemdziesięcioletniej babci co drugim wypowiadanym słowem. To nie wychodzenie na miasto w samej bieliźnie, bo tak jest fajnie. To nie chadzanie do opery w dresie i z tłustymi włosami, bo to takie hipsterskie. To nie zakładanie na pogrzeb białej kiecki, bo w czarnej chodzi się na co dzień.
Generalnie bycie sobą nie polega na robieniu innym przykrości czy na łamaniu ogólnie przyjętych zasad współżycia społecznego. Jasne, kultura jest źródłem cierpień, a wychowanie, to nic innego jak stosowanie przemocy względem dzieci do momentu aż same zaczną się kontrolować. Wiem to wszystko, ale jak na razie ludziom nie udało się tego obejść i musimy jakoś z tym żyć. Z resztą chodzi o to, że kompletnie nie o to chodzi. Łamanie zasad dla samego łamania zasad ma nie wiele wspólnego z byciem sobą.
Pamiętacie Forresta Gumpa? Film taki był. Z Tomem Hanksem w roli tytułowej. Gdzieś na początku ktoś zapytał naszego bohatera kim chce być jak dorośnie. Ten przytomnie odpowiedział, że chce być Forrestem Gumpem, czyli sobą. I na tym mniej więcej to polega.

Chodzi o to, że o tym kim jesteśmy nie decyduje:

  • bycie idealnym dzieckiem swoich rodziców;
  • zostanie marnym doskonałym prawnikiem, bo Ojciec kazali;
  • pójście na medycynę, bo lekarze to mają fajnie i ludzie ich szanują;
  • bycie perfekcyjną panią domu i seksowne kręcenie tyłkiem przy polerowaniu czystej wanny w seksownym dezabilu;
  • posiadanie seksownego tyłka;
  • bycie prezesem dużej spółki giełdowej i zarabianie sześciocyfrowej sumy co miesiąc
  • przynoszenie tej sześciocyfrowej sumy w zębach swojej wiecznie skrzywionej żonie z żurnala;
  • bycie partnerem doskonałym –  pluszowym misiem kiedy potrzeba i demonem seksu na zawołanie;
  • itd.
To wszystko jest wtórne i w ogóle nieistotne. Dziś jesteś prezesem, a jutro cię zwolnią. Za rok twój seksowny tyłek może przestać być seksowny. Będziesz żoną idealną lub świetnym mężem, a za chwilę okażę się, że druga połowa kopnie cię w cztery litery, bo nie ma nic bardziej irytującego niż ludzie bez wad. I co wtedy? I wtedy zaczniesz przechodzić kryzys tożsamości? Wyjedziesz do Indii i zostaniesz wegańskim hiperjoginem? Będziesz się z tym dobrze czuł przez miesiąc, a potem znowu coś się wydarzy i wpadniesz w kolejnego doła, tym razem bez opcji wyjazdu do Indii, bo przecież właśnie tam będziesz. Ten scenariusz można przerabiać w nieskończoność, a najgorsze w nim jest to, że nie ma w nim miejsca na bycie szczęśliwym. Bo cały bajer polega na tym, że tylko będąc sobą można być szczęśliwym. Inaczej nic z tego nie będzie. Tylko w alkoholizm można popaść.
Przy okazji możesz być też prezesem obdarzonym wyjątkowo seksownym tyłkiem, ale możesz też nie być prezesem i mieć nieseksowny tyłek. Możesz zarabiać dużo, albo mało. Możesz być perfekcyjną panią domu, albo fleją wszech czasów – to wszystko jest na szczęście drugorzędne tak długo, jak długo jesteś sobą. Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz na co trafisz, więc bądź sobą, bo w tym zawsze będziesz najlepszy 🙂
Ten kolo, na przykład, zawsze jest sobą, ma wszystko w d… i za to wszyscy go kochają.