Nowy nabytek: torba na drugie śniadanie

wpis w: tak było | 0

Jedzenie jest ważnym elementem pracowniczego życia. Nawet ktoś kiedyś jakiś tekst na ten temat popełnił w Op.Cicie. Wspólne śniadanie po przyjściu i potem lunch koło południa integrują ludzi i przenoszą relacje z poziomu współpracy zawodowej na grunt niemal prywatny, bo wspólne spożywanie posiłków jest czymś bardzo rodzinnym. Siadamy do stołu z ludźmi bliskimi, wśród których czujemy się dobrze i bezpiecznie. Działa to też w drugą stronę, skoro już z kimś jemy to zaczynamy tę osobę traktować trochę inaczej, szczególnie jeśli wspólnie spożywanie posiłków łączy się z jakąś formą dzielenie się i wspólnoty (każdego dnia inna osoba w zespole przynosi obiad dla wszystkich, albo wspólne produkty spożywcze, np. jedno masło na zespół kupowane rotacyjnie).

Dzielenie lodówki z przypadkowymi ludźmi ma oczywiście również inne uroki. Nieidentyfikowalne jedzenie pozostawione we wspólnej lodówce ma tendencje do znikania. Jogurty i serki bardzo często wyparowują z miejsca, w którym zostały pozostawione, a litrowy karton mleka najpewniej skończy się tego samego dnia, w którym się go otworzyło i to nawet jeśli użyliście go tylko do jednej kawy.

Moje podejście do jedzenia w pracy nieco odbiega od standardu. Po pierwsze śniadanie jem w domu. Po drugie nie jem w pracy lunchu/obiadu , tylko drugie śniadanie, a obiad jem w domu.  Poza tym zawsze byłam jednostką aspołeczną i nigdy nie jadłam we wspólnej kuchni. Nie zdarzyło mi się też nigdy niczego zostawić w ogólnodostępnej lodówce. Jadłam normalnie siedząc przy biurku, a jedzenie przynosiłam w torebce.

Tak było do ubiegłego piątku. Zostałam zmuszona do zmiany podejścia – zmieniłam miejsce pracy na budynek, w którym obowiązują bardzo sztywne zasady odnośnie jedzenia. Za jedzenie przy biurku można zapłacić mandat! Oczywiście nie idę z jabłkiem czy kawałkiem marchewki do kuchni – to byłby kompletny absurd. Ale już kanapkę muszę jeść w ogólnej kuchni, co pewni ma liczne zalety, których na razie nie dostrzegłam.

Zmiana nawyków jedzeniowych w pracy (oraz zakup nowej, nieco mniejszej niż zwykle torebki) skłonił mnie do zaopatrzenia się w torbę na drugie śniadanie. Drugie śniadanie pakuję do torebki w domu i  idąc do kuchni po prostu zabieram całą i na miejscu wypakowuję to co aktualnie zamierzam zjeść.  Nadal rzecz jasna nie zamierzam korzystać z czarnej dziury zwanej lodówką.

torba na lunch

Torebka na drugie śniadanie (zwane przez niektórych lunchem) jest wykonana z pianki, która jest (podobno) trochę termoizolacyjna. Nie jest bardzo duża, ale spokojnie mieści się w niej jedzenie na cały dzień (przynajmniej dla mnie) i co najważniejsze jest estetyczna. Można iść z nią w ręku i nie wyglądać jak baba z bazaru z reklamówką. Wygląda też nieźle  stojąc na biurku – nie robi wrażenia brzydkiego śmietnika tak jak torba foliowa.

torba na lunch
Na biurku wygląda estetycznie i pasuje do Szkaradka (to kot).
torba na lunch
To z tyłu, to nie moje biurko – na moim jest nieco większy bałagan 😛

Czy jest niezbędna? Absolutnie nie – drugie śniadanie można wrzucić do torebki i też jest dobrze (robiłam tak przez 4 lata i jakoś przeżyłam), a jak torebka jest za mała można wziąć ładną torebkę papierową, z którą nie wygląda się dziadowsko. Z pewnością jest to jeden z tych przedmiotów, które można zakwalifikować jako zbędny gadżet użytkowy – jak masz to używasz (przynajmniej przez jakiś czas), ale dopóki sobie nie kupisz nie wiesz, że w ogóle można coś takiego mieć.

torba na lunch
W ręku wygląda o wiele lepiej niż paskudna reklamówka.

Torebka firmy Bulit kosztowała 79 zł w sklepie Fabryka Forma. Jest ładna i dość praktyczna – jest pojemna i  ma kształt dostosowany do noszenia w niej jedzenia np. w pudełkach. Poza tym – i to jest najważniejsze –  działa dobrze na (moje) ego – pracuję teraz w nowym, nowoczesnym i eleganckim budynku biurowym obok wyższej kadry menedżerskiej, więc czuję się lepiej dostosowana mając fajne gadżety. Jak na produkt poprawiający samopoczucie na dłużej niż pudełko lodów tora na drugie śniadanie nie jest bardzo droga, więc zdecydowanie polecam 🙂 Myślę, że to może być świetny prezent dla kogoś zaczynającego nową pracę oraz dla wszystkich tych, którym się wydaje, że w chodzeniu z reklamówką nie ma nic złego. Oczywiście można też (do czego zachęcam) zrobić taki prezent sobie, bo jak chce się mieć coś fajnego i niepotrzebnego, najczęściej trzeba to sobie kupić samemu.