Jak powstają poradniki prezentowe


tak było / 21 grudnia 2014

prezenty

Czasem trzeba zrobić sobie przerwę. Gdzieś pomiędzy makowcem a zdechłą rybą trzeba znaleźć chwilę na prostą rozrywkę, a cóż może być fajniejszy niż śledzenie poradników prezentowych. Jeszcze nie trafiłam na takie, który zawierałby choć jedną rzecz, z której bym się ucieszyła. Nie, wróć. Wiele z nich zawiera rzeczy, które mogłabym mieć. I gdyby znalazły się one wśród dwudziestu innych prezentów, to zapewne nie byłoby mi przykro. Mój wrodzony (lub może nabyty) materializm każe mi wyznawać zasadę “jak dają to brać, jak biją to uciekać” – więc trochę bym się pewnie ucieszyła, po części na zasadzie “o. przyda się, nie muszę wydawać własnej kasy”, po części dlatego, że zawsze można takie coś opchnąć na allegro, poza tym od przybytku głowa nie boli. Ale gdyby któraś z tych rzeczy była jedynym prezentem gwiazdkowym, to pewnie ciężko byłoby mi się uśmiechać. Ale propozycje prezentowe są naprawdę zabawne, jeśli spojrzeć na nie w odpowiedni sposób.

Widzę autora jak z mozołem tworzy taką listę. Zaczyna od własnej płci i tworzy “10 czy 20 trafionych prezentów dla (tu wstawić płeć autora)”. Myśli sobie “kurde, co fajnie byłoby dostać?” – ta część jest prosta, bo każdy ma jakieś marzenia, ale potem przychodzi chwila refleksji. “Nosz cholera, przecież nie mogę w takim poradniki umieścić tylko rzeczy od 1000 w górę, to byłoby słabe straaasznie” i wtedy zaczyna się prawdziwy wysiłek intelektualny. Na początku autor sięga pamięcią wstecz o miesiąc czy dwa i zastanawia się jakie bzdety sobie kupił w tym czasie – na pewno świetnie nadadzą się do takiej listy idealnych prezentów. W końcu skoro autor sam sobie takie cudo sprawił, to musi to być doskonały prezent dla każdego, no nie? I tak do tekstu trafiają takie kwiatki jak:

  • Beznadziejne rękawiczki – każdy chciałby dostać jakieś nędzne rękawiczki. Najlepiej z dzianiny albo ze skóry ekologicznej czyli plastikowe. Ani to ładne ani ciepłe. Ale za to jakie wyszukane. Nic to że palce za krótkie i rękawiczka kończy się gdzieś w połowie dłoni. Grunt, że jest prezent.
  • Bielizna sportowa – fajna sprawa, naprawdę, tylko jak się kupi samemu. Jako prezent totalny niewypał. Nie na oku się nosi to i nie na oko się kupuje. Za duży albo za mały stanik sportowy – toż to sama radość noszenia i ćwiczenia. A może nie.
  • Inny drobny (albo nie) sprzęt sportowy – czy można komuś sprawić większą radość nie podarowując mu rękawiczki na rower? W środku zimy. No przecież to szał! Są dwie opcje. Albo delikwent jest zapalonym kolarzem i wtedy już ma rękawiczki. Lepsze i fajniejsze niż te, które może dostać od nieznającego się na rzeczy członka rodziny. Albo rowerem jeździ tylko w sezonie, więc prezent schowa na pół roku do szafy i jak przyjdzie czas na rower nie będzie już o nim pamiętał. A może okulary do pływania albo gogle narciarskie? To bardzo dobre prezenty. Naprawdę. Dla kogoś kto właśnie o takie sprzęty prosił. Dla całej reszty natomiast… No właśnie.  Tyle, że jak ktoś zna listę życzeń najbliższych, to nie szuka inspiracji w internecie.

Kiedy wyczerpią się własne zakupy autor takiego poradnika prezentowego idzie o krok dalej. Bawi się w skojarzenia. Myśli sobie “Jest zima, to jest zimno. A jak jest zimno, to…” i tak do listy idealnych prezentów trafiają różne zimowe rzeczy (te które do listy nie trafiły wcześniej) – czapki, szaliki, ciepłe skarpety, kapcie, i tak dalej.

Jak już taka inspirująca lista idealnych prezentów dla osób własnej płci jest gotowa autor przechodzi do zadań trudniejszych. Bierze się za płeć przeciwną. I tu klops. Własnych doświadczeń brak, ale od czego jest wyobraźnia. Myśli sobie biedactwo “Jak bym był dziewczynką/Jak bym była chłopcem…” Wyobraźnia ludzka nie zna granic, ale wyobraźnia autorów takich poradników niestety najczęściej zatrzymuje się na stereotypach. Czasem może zweryfikowanych przez kogoś z rodziny. Ale to nie pomaga zbyt wiele. Na listę trafiają doskonałe prezenty dla mężczyzn i kobiet.

  • Gra o piłce nożnej – który facet nie ucieszyłby się z nowej FIFY. Mała podpowiedź – ten, który piłki kopanej nie lubi.
  • Inna gra, najlepiej strzelanka – bo przecież każdy mężczyzna lubi strzelanki. Są taaakie męskie.
  • Nowa sukienka – wymarzony prezent dla każdej kobiety. Pod warunkiem, że jest w jej guście. I w jej rozmiarze. I z firmy, którą lubi. I nie jest zawinięta w papier, tak że po wyjęciu wygląda jak psu z gardła.
  • Buty – kobiety kochają buty. Wszyscy to wiedzą. Ale but butowi nie równy. Wiecie, rozmiary, wysokość podbicia i takie tam. No i jeszcze kwestia estetyki. Marka też się liczy. Dobry but jest dobry, ale niedobry but to masakra. Dosłownie. Może zrobić ze stopy jesień średniowiecza.
  • Narzędzia – bo każdy facet to majsterkowicz, taka złota rączka. Chyba, że nie. Wtedy trochę lipa. A poza tym na narzędziach, jak na wszystkich trzeba się znać.
  • Sprzęt kuchenny – bo każda kobieta to kucharka. Jak nie z zamiłowania, to z przymusu. Albo i nie. No właśnie.

Jak już prezenty dla płci przeciwnej są w miarę gotowe, czas pójść o krok dalej – rodzice i dziadkowie. Tutaj autor znowu wytęża intelekt i długo się zastanawia co może wpisać na listę idealnych prezentów. Myśli długo. Szare komórki pracują na najwyższych obrotach. I w końcu Eureka! Wpada na genialny pomysł. Rodzice są starzy, a dziadkowie to już w ogóle. Czyli trzeba dać im coś dla starych ludzi.

  • Wizyta u kosmetyczki dla mamy lub babci – pewnie już jej nie pomoże, ale i tak nie zaszkodzi. Poza tym to takie kobiece. Serio? Wizyta u kosmetyczki w prezencie gwiazdkowym?
  • Bilety do teatru dla rodziców – super, ale pliss nie pod choinkę, bo to słabe jest. Naprawdę.
  • Kalendarz ze zdjęciami z wycieczki do Paryża – to nie jest fajne. Nigdy.

Jak już całość jest prawie gotowa trzeba ją jeszcze trochę doprawić. Na początek autor dosypuje trochę badziewia.

  • Kubek – bo przecież mąż/żona/mama/tata nie mają z czego pić i na pewno ucieszą się z fajansowego kubka za 15zł. Dziękuję chyba spasuję.
  • Jakiś duperel – zgodnie z zasadą, że każdy lubi duperele. Otóż nie każdy. Szczególnie jak są tandetne. Duperele są be. Krzyczą bardzo głośno “nie wiedziałem co ci kupić!”

Dołożenia badziewia nie wyczerpuje tematu. Wcale a wcale. Przecież autor jest człowiekiem kulturalnym. Na liście nie może zabraknąć książek. Takich idealnie wpasowanych w target – dla każdego, czyli dla nikogo. Dla kobiet coś o modzie i odchudzaniu, bo na pewno nie wiedzą jak się ubrać i z pewnością są na diecie. Dla mężczyzn jakaś biografia albo książka historyczna.

Na koniec każdy autor dokłada do listy moją ulubioną kategorię – było w reklamie, to musi być fajne.

  • Elektryczna golarka dla mężczyzny – a w rewanżu facet powinien dać kobiecie 10 jednorazówek do golenia nóg i krem przeciw rozstępom.
  • Elektryczna szczoteczka do zębów – bo przecież szczoteczka do zębów to taki fantastyczny prezent. Po prostu najlepszy.

I tak po uwzględnienie wszystkich elementów powstaje lista (nie)trafionych prezentów. W zasadzie każdy z nich ma doczepioną metkę “za chińskiego boga nie wiedziałem, co ci kupić, więc takie coś mi wpadło w oko”.

Nie wszystkie podpowiedzi prezentów złe. Dotyczy to tylko tych, które mówią o szerokiej grupie odbiorców “dla kobiet”, “dla mężczyzn” i tak dalej. Jeśli macie w rodzinie maniaka kulinarnego, to propozycje prezentów dla osoby uwielbiającej gotować z pewnością będą bardzo przydatne. To samo dotyczy wszystkich wąsko sprofilowanych list. Ale te wszystkie uniwersalne porady są o kont tyłka rozbić. Choć są też dość zabawne, jak się na nie spojrzy pod odpowiednim kątem.

A na deser mój ulubiony cytat z poradnika prezentowego

Urządzenie do mycia szyb – ja jeszcze nie mam hopla na punkcie mycia okien, ale to pewnie przyjdzie z wiekiem. Są różne sprzęty, które mogą ułatwić nie jednej mamie życie, więc watro o tym pomyśleć!

Spadłam z krzesła jak to przeczytałam.