Moja pierwsza aukcja

wpis w: tak było | 0

aukcja charytatywna na rzecz Syrii

Aukcje dzieł sztuki znałam tylko z filmów. Hostessa wnosi na salę przedmiot, a ludzie w bardzo eleganckich strojach podający coraz to wyższe kwoty, które są skłonni za niego zapłacić. Generalnie aukcje kojarzyły mi się z wielkim światem i wielkimi pieniędzmi.

W sobotę miałam okazję zderzyć moje wyobrażenia z rzeczywistością. W Muzeum Azji i Pacyfiku odbyła się charytatywna aukcja dzieł sztuki na rzecz Syrii, w której miałam przyjemność wziąć udział. Inicjatywa bardzo szczytna i zdecydowanie warta wsparcia. Na stronie fundacji Wolna Syria można przeczytać więcej o sytuacji w Syrii, ja zaś skupię się na samej aukcji.

Rzeczywistość (aukcji charytatywnej) nieco odbiega od tego co pokazują na filmach, ale nie aż tak bardzo. Różnica polega przede wszystkim na tym, że taka aukcja nie ma nic wspólnego z wielkim światem i strojami wieczorowymi. Ludzie przychodzą ubrani w stroje jak najbardziej codzienne,a wśród uczestników są również rodziny z dziećmi, nawet takimi bardzo małymi. No i nikt nie wnosi przedmiotów na salę – licytowane obiekty są wyświetlane na ścianie. Reszta się zgadza – uczestniczy mają lizaki, aukcjoner zachęca do podawania coraz wyższych kwot i liczy do trzech a potem uderza młotkiem. Są też osoby licytujące anonimowo przez telefon. No i są emocje – w momencie kiedy podnosi się lizaka zgłaszając wyższą kwotę, kiedy ktoś tę kwotę przebił i kiedy znowu podbija się stawkę, żeby zdobyć upragniony przedmiot.

Poza tym taka aukcja to okazja do kupienia pięknych przedmiotach po cenach znaczni niższych cenach niż w galeriach. Przy okazji można też wesprzeć jakiś dobry cel, więc naprawdę warto wziąć udział w takim wydarzeniu.

aukcja charytatywna na rzecz Syrii
Do domu wróciłam z dwoma akwarelami Ewy Mitery

aukcja charytatywna na rzecz Syrii

aukcja charytatywna na rzecz Syrii