Naklejki na ścianę – ładne i wielofunkcyjne


tak było / 24 października 2014

Pierwsze naklejki kupiłam zaraz po remoncie. Nie pamiętam już skąd wziął mi się ten pomysł, ale po obejrzeniu kilkudziesięciu wizualizacji stwierdziłam, że chcę mieć takie dekoracje.  Ściany w każdym pomieszczeniu są w innym kolorze – w przedpokoju zielone, a w pokojach i w kuchni w różnych odcieniach żółtego i brzoskwiniowego, więc wybrałam czarne, gładkie naklejki. Ciemny wzór naprawdę ładnie prezentował się na tle jasnej ściany. Byłam zadowolona i temat dekoracji ścian przestał mnie zajmować.

naklejki na ścianę
Naklejka za lodówką – wygląda tak jakby roślina wyrastała zza lodówki

Całkiem niedawno naklejki znowu weszły w obszar moich zainteresowań. Początkowo za sprawą wymiany kontaktu – przy okazji kupiłam także naklejki pod kontakt. Tym razem wybrałam zielone welurowe naklejki. Kolorowe dekoracje prezentują się równie ładnie jak czarne (a może nawet lepiej?). Poza tym welurowe naklejki są milusie. Wydawałoby się, że temat powinien być zamknięty, przynajmniej do czasu wymiany kolejnych kontaktów, tak się jednak nie stało.

naklejki na ścianę
Żyrafa ładnie się prezentuje pod kontaktem. Jak będę robić kolejny remont i wymieniać kontakty, to wszędzie dam takie naklejki.

W miejscu, w którym poduszki z kanapy dotykają ściany zaczęła odpadać farba i coś z tym fantem trzeba było zrobić. Można oczywiście pomalować mieszkanie, ale to rozwiązanie jest dość kłopotliwe i kosztowne. Co więcej może się okazać skuteczne tylko na chwilę, bo kanapy i poduszki nadał będą w tym samym miejscu i w dalszym ciągu będą przyczyniać się do odpadania farby. Stwierdzałam, że równie dobrze mogę w newralgicznym miejscu nakleić coś ładnego. Naklejka zakryje dziurę i będzie chroniła ścianę przed dalszym niszczeniem.

naklejki na ścianę
Nie wyglądało to ładnie.

Dość długo zbierałam się do kupienia jakichś ładnych naklejek, przejrzałam kilkadziesiąt aukcji na Allegro i nie mogłam się zdecydować co wybrać. Wszystko było ładne, ale większość nie spełniała podstawowych kryteriów – musiało pasować do tego co już było na ścianie i musiało przykryć dziurę. Aż tu nagle w Biedronce w Kaliszu pojawiły się naklejki na ścianę za jedyne 7,99 za arkusz.

naklejki na ścianę

Naklejki z Biedronki nie są tak fajne jak te, które wcześniej kupiłam. To po prostu kawałek samoprzylepnej folii z namalowanym wzorem ,a nie samoprzylepny wzór, ale dla mnie nadawały się idealnie. Wybrałam kolory mniej więcej pasujące do tego co już mam i przystąpiłam do łatania dziury.  Wyszło nieźle. Niezaprzeczalną zaletą dekoracji Biedronkowych jest łatwość naklejania – w zasadzie nie da się nic popsuć (samoprzylepne dekoracje popsuć jest bardzo łatwo), choć efekt końcowy nie jest aż tak dobry. Jednak fakt, że mamy do czynienia z jedną dużą naklejką powoduje, że można nią dobrze zakryć dziurę w ścianie 🙂

naklejki na ścianę
Nie widać dziury 🙂 Ale za to trochę widać brzegi naklejki.
naklejki na ścianę
Te czarne naklejki były oczywiście od początku – nie są z Biedronki i nie kosztowały 8 zł.

Naklejki na ścianę uważam za bardzo fajny sposób na stworzenie ciekawego wnętrza, jednak o ile ktoś nie planuje ich używać do łatania ubytków w farmie, to dużo fajniejsze są takie, które nie są namalowane na folii. Trudniej się je nakleja i są droższe, ale wyglądają znacznie lepiej – nie odznacza się obwódka i jeśli są dobrze naklejone, to nawet z bliska nie widać, że to jest coś przyklejonego.