Zakupy z Sephory – Korres Almond Blossom i inne drobiazgi

wpis w: na obcasach | 0

Od dłuższego czasu szukałam nowego kremu na dzień do twarzy. Sępiłam próbki kolejnych produktów i szukałam dalej. Dobrze, że w Warszawie jest tyle punktów Sephory, bo jakoś tak głupio mi było ciągle chodzić do tego samego sklepu. Może to głupie, ale zawsze się boję, że trafię na tę samą ekspedientkę i ona zamiast dać kolejną próbkę powie mi, że jestem notorycznym wyłudzaczem próbek i trafiłam już na tablicę “tych klientów nie obsługujemy”. Byłam również w sklepie Kiehl’s, bo ta marka ma liczne bardzo dobre opinie, ale krem nawilżający tej firmy Ultra Facial Cream okazał się katastrofą. Może popełnię nawet jego dłuższą recenzję.

Korres Almond Blossom

W Sephorze w Arkadii pani poleciła mi migdałowy krem greckiej firmy Korres, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, bo krem ma bardzo intensywny zapach. Ale okazało się, że jest to jego jedyna (na razie stwierdzona) wada. Pozostałe kremy, które testowałam były albo bardzo przeciętne albo beznadziejne. Dlatego mimo mocnego zapachu zdecydowałam się go kupić. Poprzedni już mi się prawie skończył, a lenistwo nie pozwala mi robić kolejnej rundy po perfumeriach. Musiałabym przerzucić się na Douglasa czy coś. A to wszystko  zajmuje czas, a poza tym jako osoba z natury nieśmiała mam ogromny problem z proszeniem o próbki. I nigdy nie idę dwa razy do tego samego miejsca prosić o nowe rzeczy do testowania. Zatem stanęło na kremie Korres. Omówię go bardziej szczegółowo w osobnym wpisie.

Drobiazgi z Sephory

Od jakiegoś już czasu czaiłam się na nowe balsamy do ust Sephory, więc od razu wzięłam dwa. Wybrałam nawilżający sztyft kokosowy i peeling miodowy. Produkty mają bardzo dobre opinie na stronie, co oczywiście o niczym nie świadczy. Doszłam jednak do wniosku, że nie powinny być szkodliwe. W najgorszym razie nie będą robiły nic, a przynajmniej zapach jest fajny. Nie podejrzewam ich o działanie odwrotne do zamierzonego. Na razie użyłam obu balsamów raz, więc nie wiem jeszcze czy mają jakieś sensowne działanie.

Sztyfty planowałam kupić, ale wzięłam też coś nieplanowanego. Skusiłam się na maseczkę z glinki w kolorze fioletowym – nawilżającą i wygładzającą. Opakowanie kosztuje 25 zł i ma wystarczyć na 4 użycia. Wychodzi 6,25 zł za maseczkę, więc nie jest źle. Jeśli się sprawdzi, to może na stałe wejdzie do mojej pielęgnacji.

W sumie to te dodatkowe rzeczy kupiłam dlatego, że akurat był rabat na zakupy w Sephorze, więc w sumie zapłaciłam niewiele więcej niż za sam krem. W zamian za to mam 3 dodatkowe produkty.