Testuję: maseczki w płachcie


na obcasach / 18 marca 2018

Maseczki w płachcie stały się popularne wraz z modą na tak zwaną koreańską pielęgnację. Ja też trochę wpadłam w ten koreański szał i zainteresowałam się maseczkami na kawałku tkaniny. Postanowiłam sprawdzić maseczki różnych firm – wybór jest ogromny i ciężko zdecydować co wybrać. Jedynym sposobem wydało mi się po prostu ich porównanie. Wzięłam maseczki miodowe różnych producentów, żeby stwierdzić, które najlepiej się sprawdzają.

Lubię zapach miodowych maseczek. Kojarzy mi się z bułeczkami cynamonowymi. Nie wiem czemu większość z nich nie pachnie jak świeżo otwarty słoik miodu, ale wolę się w to nie zagłębiać 🙂 Mam nadzieję, że wynika to z rodzaju użytego miodu. Jeśli jest inaczej, to proszę nie wyprowadzajcie mnie z błędu 🙂

Wszystkie maseczki są raczej z tych tańszych – cena była jednym z kryteriów wyboru. Wynika to z faktu, że jeśli maseczka ma być stosowana regularnie, to jednak robi różnicę czy wydamy w miesiącu 50 czy 100 zł.

Maseczki robiłam raz w tygodniu. Staram się, żeby warunki były za każdym razem takie same.

Holika Holika Honey Juicy Mask

Cena: od 8,50 zł

Maseczka ma ciekawe opakowanie, co teoretycznie nie powinno mieć znaczenia, ale praktycznie jest przecież istotne. Pewnym minusem tego opakowania, albo ogólnie tej maseczki jest sposób złożenia – nakłada się ją nieco trudniej niż te, do których byłam przyzwyczajona. Sama maseczka przylega do twarzy przeciętnie – ani szczególnie dobrze, ani szczególnie źle.

Zapach jest bardzo przyjemny. Samej substancji maseczki jest w sam raz. To znaczy po nałożeniu płachty na twarz zostaje akurat tyle, żeby zaaplikować jeszcze na szyję.

Skóra po zdjęciu maseczki jest gładka i mięciutka. Naprawdę dobrze nawilża. Dużym plusem jest to, że nie zostaje tłusty film, którego bardzo nie lubię.

SKIN79 Nude Seal Mask – Honey

Cena: od 11,50 zł

Opakowanie maseczki jest żółciutkie, bez zbędnych ozdóbek. Sama maseczka jest cieniutka, co powoduje, że bardzo ciężko ją rozłożyć i przyłożyć do twarzy. W zamian za to jak już uda się ją umieścić tam, gdzie powinna być przylega doskonale do skóry. Nic nigdzie nie odstaje i nie ma problemu, że co chwilę trzeba coś gdzieś naciągnąć lub przyklepać. W dodatku prawie jej nie widać na twarzy, co też jest zaletą.

Zapach ma praktycznie identyczny jak wszystkie maseczki miodowe. Płynu jest nieco za dużo. To co pozostało w opakowaniu nałożyłam na dekolt, ale i tak jeszcze trochę zostało. Było tego za mało, żeby zostawić do późniejszego wykorzystania, wiec po prostu wyrzuciłam.

Po zdjęciu maseczki zostaje na twarzy tłusty film. Skóra nie jest nawilżona i gładka, ale jakby natłuszczona. Co gorsza to tłusta warstwa zdaje się pozostawać na skórze naprawdę długo nie dopuszczając do wchłaniania innych kosmetyków. Krem nawilżający użyty następnego dnia rano pozostał cały dzień na twarzy w postaci tłustej warstwy.

Tony Moly Pureness 100 Sheet Mask Skin Soothing Maska w płacie PROPOLIS

Cena: od 12,00 zł

Maseczka pachnie wyjątkowo miodowo – jak nowy słoik miodu otworzony po raz pierwszy. Materiał, z którego jest wykonany jest dość gruby, a maseczka ma dziwny kształt. Jest bardzo szeroka, otwory na oczy są również bardzo szeroko rozstawione. Nie byłam w stanie dopasować jej do twarzy. Z jednej strony maseczka wchodziła w wewnętrzne kąciki oczu, a z drugiej otwory kończyły się daleko za oczami. Pasek na nos jest zdecydowanie za krótki zaś otwór na usta za szeroki. Słowem maseczka w ogóle nie pasuje do mnie.

Sama substancja jest przyjemna. W opakowaniu zostaje bardzo mało, co pewnie jest zasługą grubszej tkaniny. Po zdjęciu skóra jest gładka i nieźle nawilżona, ale zostaje minimalny lepki film. Działanie oceniam zdecydowanie na plus, ale jej kształt ją dla mnie dyskwalifikuje.

IT’S SKIN The Fresh Mask Sheet Maska do twarzy nawilżająca HONEY

Cena od: 10,50 zł

Od razu po otworzeniu opakowania wyczuć można przyjemny zapach, który kojarzy mi się z jabłkiem z cynamonem. Ilość maseczki jest odpowiednia, żeby nałożyć ją na cała twarz i szyję. W opakowaniu nie zostaje nadmiar substancji, co uważam za plus. Zdarzyło mi się użyć maseczki, w której opakowaniu zostało tyle płynu, że można było użyć go jeszcze trzy razy. Z jednej strony jest ekonomiczne – mamy więcej maseczki, ale z drugiej jest problem z przechowaniem, może się rozlać i generalnie jest to kłopotliwe.

Tkanina ma dobry kształt, przylega do twarzy tak jak powinna, nic nie odstaje i nie marszczy się specjalnie. Po zdjęciu maseczki skóra jest przyjemnie nawilżona i gładka. Nie zostaje film i spokojnie można nałożyć krem na noc.

A’PIEU SKIN- FIT SHEET MASK maska w płacie HONEY

Cena: 9,90 zł

Pierwsza rzecz, która wyróżnia tę maseczkę na tle innych, to fakt, że praktycznie nie ma zapachu. W porównaniu z innymi, które naprawdę intensywnie pachną, tę można uznać za w zasadzie bezwonną.

Maseczka jest na takiej jakby podkładce, co jest najpewniej związane z tym, że jest cieniutka. Przy czym ten stelaż wcale nie ułatwia jej nakładania. Wręcz przeciwnie przeszkadza bardzo. Dodatkowo powoduje, że maseczka cieknie. To znaczy substancja maseczkowa zamiast pozostać na tkaninie spływa ze stelaża, więc trzeba ją przykładać nad umywalką. Generalnie ilość płynu w relacji do grubości tkaniny jest zbyt duża. Bo maseczka po prostu spływa. Oczywiście dzięki temu, że jest cieniutka doskonale przylega do twarzy. Coś za coś. Mi spływanie przeszkadza bardziej niż lekko odstające kawałki maseczki.

Efekty – tu niestety nie ma rewelacji. Maseczka słabo się wchłania. Powiedziałabym, że ona po prostu wysycha. Niby jest okej, ale jednak nie do końca. Pozytywnych rezultatów na skórze nie zauważyłam.

Missha Pure Source Cell Sheet Mask Honey

Cena: 8,99 zł

Ta maseczka jest zupełnie inna od pozostałych pod względem konsystencji. Większość maseczek to żele lub płyny. Tu natomiast mam coś w rodzaju mleczka. Zapachu prawie nie ma. Cieżko coś więcej o niej powiedzieć, bo niestety wywołała uczulenie 🙁

Podsumowanie

Sprawdziłam 6 przystępnych cenowo maseczek. Jedna z nich okazała się całkiem do kitu, bo wywołała uczulenie. Z pozostałych najbardziej przypadły mi do gustu ta firmy Holika Holika oraz IT’s SKIN. Natomiast czy przypadły mi do gustu wystarczająco by używać ich regularnie? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Maseczek w płachcie używam regularnie prawie rok i szczerze mówiąc na dłuższą metę nie zauważyłam jakichś cudów na twarzy. Dobry krem nawilżający na noc daje mniej więcej podobne efekty a cenowo wychodzi podobnie i jest mniej kłopotliwy w stosowaniu.

Jest jednak inny aspekt używania maseczek. Nałożenie maseczki to pewien rytuał, sposób na zadbanie o siebie i zrobienie sobie czegoś miłego. Działanie maseczek na psychikę jest zdecydowanie lepsze niż na skórę. Jeśli kogoś stać, żeby za dobre samopoczucie zapłacić 50 zł miesięcznie, to super 🙂 Ale jeśli celem ma być poprawa urody, to lepiej zainwestować w lepszy krem na noc.