Kremy do opalania, czyli podstawa letniej pielęgnacji


na obcasach / 27 czerwca 2019

O skórę powinniśmy dbać przez cały rok. Zimą większość z nas czuje potrzebę stosowania kosmetyków nawilżających i natłuszczających. Ogrzewanie powoduje, że skóra staje się sucha i sama domaga się, żeby ją czymś posmarować. Wiatr, mróz, śnieg też działają drażniąco na skórę, która daje nam znać o swoich potrzebach. Ale latem? Latem skóra znacznie rzadziej dopomina się o odpowiednią pielęgnację. A przecież wtedy nawet łatwiej ją skrzywdzić.

Filtr, filtr i jeszcze raz filtr

remy z filtrem, popularnie zwane kremami do opalania oraz balsamy po opalaniu latem wypełniają znaczną część mojej szafki na kosmetyki. Lato jest moją ulubioną porą roku, nie przeszkadza mi, że jest gorąco. Lubię jak świeci słońce, jest jasno i ładnie. Ale skóra nie przepada za słońcem. Jedni na słońce reagują uczuleniem, inni robią się czerwoni, ale są i tacy, którym z pozoru słońce nie szkodzi. Ja należę do tej ostatniej grupy. Szybko się opalam na ładny brązowo-złoty kolor, nie schodzi mi skóra i nic złego się na pierwszy rzut oka nie dzieje.

Ale to tylko pozory, bo słońce szkodzi zawsze i każdemu. Sprzyja powstawaniu nowotworów skóry, zwłaszcza jeśli ktoś ma liczne pieprzyki (ja). A poza tym wysusza skórę i prowadzi do przyspieszonego starzenia (u każdego). Jeśli często narażamy skórę na bezpośrednie działania promieni UV, to traci on jędrność, robi się pomarszczona i stara. Dlatego dla mnie krem z filtrem jest absolutnie obowiązkowy.

Moc filtra

Kremów z filtrem mam całkiem nie mała kolekcję. Minimalny filtr jaki stosuję to SPF 30. Większość kremów, których używam ma filtr SPF 50 +. Im większy filtr tym krem jest droższy, a nie zawsze potrzebna jest aż tak silna ochrona. Smaruję się przed każdą dłuższą aktywnością na zewnętrz (rower, bieganie, spacer), ale nie każda aktywność przebiega bezpośrednio na słońcu. Jeśli wiem, że większość czasu będę w cieniu, na przykład w lesie, to wybiera krem z mniejszym filtrem. Podobnie jeśli idę biegać wieczorem – słońce już praktycznie wtedy nie operuje. W pozostałych wypadkach biorę krem z najwyższym poziomem ochrony.

Zawsze kupuję kremy wodoodporne – wtedy dość dobrze znoszą również pot. Jest jednak warunek – nie możemy użyć kremu tuż przed wyjściem z domu. Potrzebny jest czas, żeby krem się wchłoną. W przeciwnym razie zacznie od razu płynąć raz z potem. Z doświadczenia wiem, że to nie obniża jego skuteczności do zera. Ale wygląda to bardzo słabo i jednak filtr działa wtedy gorzej. Dobrze odczekać przynajmniej kwadrans od smarowania do rozpoczęcia aktywności. W tym roku kupiłam parę nowych produktów – wysoko-wodoodpornych oraz natychmiastowo-wodoodpornych. Jeszcze ich nie sprawdzałam w boju, więc może okaże się, że nie trzeba czekać przed wyjściem. Zobaczymy 🙂 Na pewno jednak jeśli przybywanie na słońcu ma trwać dłużej, trzeba wziąć krem ze sobą i smarować się ponownie.

Co po (nadmiernym) kontakcie ze słońce?

Zawsze do tej pory kupowałam przed wakacjami balsam po opalaniu Bioderma Photoderm Apres-Soleil, z którego byłam bardzo zadowolona. Świetnie nawilżał i dobrze radził sobie nawet w sytuacjach, kiedy słońce zdążyło już wyrządzić jakieś szkody. W tym roku nie kupiłam go jeszcze, a tymczasem okazało się, że na cito potrzebne jest coś kojącego. W aptece kupiłam Panthenol, czyli najbardziej tradycyjnie jak się a da. A potem poszłam do jedynego jeszcze czynnego sklepu, czyli do Biedronki, bo tam czasem bywają jakieś kosmetyki. Znalazłam balsam po opalaniu marki Kolastyna.

Stwierdziłam, że w zasadzie nie odbiega jakością od Biodermy, więc w tym roku przerzuciłam się na tańszy odpowiednik i po każdym kontakcie ze słońcem używam właśnie tego produktu. Na razie jestem bardzo zadowolona, skórę mam przyzwoicie nawilżoną i nic złego się nie dzieje. Przede wszystkim nie uczula, czego zawsze najbardziej się obawiam.

Jaki krem z filtrem wybrać?

Wybór kremów na rynku jest ogromny, a ich ceny również są zróżnicowane. Od dawna jestem wierna firmie Nivea. Produkty z serii Nivea Sun świetnie się sprawdzają, a testowałam je w naprawdę ekstremalnych warunkach, np. – parogodzinny spacer na słońcu, w środku dnia, w ponad 40-dziesto stopniowym upale czy całodzienne żeglowanie przy wyjątkowo bezchmurnej pogodzie. Teoretycznie co jakiś czas trzeba smarować się ponownie. I zwykle tak robię. Ale po parogodzinnym pobycie na słońcu (Półmaraton Cud nad Wisłą w Radzyminie 15.08) – od 8 do 13 bez uzupełniania kremu jedyne miejscem, które było opalone to, to którego nie posmarowałam. A co najważniejsze kremy Nivea naprawdę nie brudzą ubrań, nawet białych.

W tym roku kupiłam trochę przypadkiem krem Bielenda z filtrem 30. Idąc na rower zapomnieliśmy się posmarować przed wyjściem z domu i po drodze kupiłam w Rossmannie krem, który zrobił na mnie najlepsze wrażenie. Nivea SPF 50 akurat nie było, więc wybrałam Bielendę. Krem zdał egzamin. Więc idąc za ciosem i bazując na dobrym doświadczeniu z kremem po opalaniu kupiłam także dwa produkty marki Kolastyna. Ale czekają jeszcze na wypróbowanie.

Ważną cechą kremów, na którą warto zwrócić uwagę jest to czy nie brudzą trwale ubrań. Kiedyś kupiłam produkt Sun Ozon w Rossmannie i to była kompletna pomyłka. Wszystkie białe koszulki zostały zafarbowane na rękawkach i przy kołnierzyku, czyli tam gdzie ubranie styka się ze skórą posmarowaną kremem. Niestety nie udało się ich doprać. Pod tym względem Nivea jest niezawodna, a co do Bielendy nie mogę stwierdzić ze 100% pewnością. Na pewno do tej pory nie zauważyłam, żeby cokolwiek zafarbowało, ale też nie poddawałam tego kremu jakimś szczególnie ekstremalnym testom. A o Kolastynie w ogóle nie mogę nic powiedzieć.

Krem do twarzy

Zazwyczaj do twarzy używam… kremów do twarzy. I to samo dotyczy ochrony słonecznej. Twarz smaruję kremami przeznaczonymi do smarowania twarzy. Albo używam kremu przeciwsłonecznego dedykowanego do twarzy (zwykle występują w mniejszych pojemnościach niż zwykle) albo kremu do twarzy lub podkładu, który ma odpowiednio wysoki filtr.

Generalnie kremami do opalania można smarować również twarz. Ale ponieważ mam skłonność do alergii kiedyś wymyśliłam, że odrębny krem do twarzy będzie dobrym rozwiązaniem i tego się trzymam. Chociaż nie w tym nic racjonalnego tak naprawdę, bo nie przypominam sobie, żebym dostała jakiegoś uczulenia na twarzy po kremie do opalania.

Można tym samym, można innym, ale twarz (dekolt) przed słońcem chronić trzeba najbardziej. Nie chcemy przecież mieć zmarszczek i suchego pomarszczonego dekoltu. A na delikatnej skórze, którą tam mamy słońce potrafi poczynić ogromne spustoszenia.