Fioletowa maseczka glinkowa z Sephory – recenzja

wpis w: na obcasach | 0

Maseczkę kupiłam przy okazji innych zakupów. Nie planowałam tego zakupy, ale dałam się skusić pani sprzedawczyni. Wybrałam maseczkę w kolorze fioletowym – wygładzającą i nawilżającą. Zwykle nie jest podatna na tego rodzaju zachęty, ale pomyślałam sobie, że gdyby maseczka byłą dobra mogłaby zastąpić te, których używam. Kosztuje zaledwie 25zł, a (zgodnie z napisem na opakowaniu) powinna starczyć na 4 razy. Wychodzi 6,25zł za 1 maseczkę. W tej chwili stosuję maseczki w płachcie firmy It’s skin, które kosztują 10zł za maseczkę, czyli miesięcznie wydaję na nie 40zł. Gdyby ta z Sephory była dobra, mogłabym oszczędzić 15zł w skali miesiąca. W taki o to sposób sama przed sobą uzasadniłam ten zakup.

A jak się sprawdza w praktyce?

Pierwsza próba

maseczka sephora

Wzięłam około jednej czwartej opakowania, bo maseczka ma być na cztery użycia. Albo ja mam wyjątkowo ogromną twarz (co uważam za mało prawdopodobne), albo maseczka nie jest na cztery razy. Ilość, którą wzięłam z trudem starczyła na pokrycie całej twarzy i bardzo szybko wyschła. Zgodnie z instrukcją powinnam trzymać maseczkę przez piętnaście minut i w tym czasie powinna pozostać wilgotna. Trzymałam zaledwie 10 minut, a i tak breja na twarzy była sucha.

Maseczka jest dość przyjemna w konsystencji, ale niestety zaraz po nałożeniu trochę mnie piekła skóra koło nosa (nie wiem czy to wina maseczki, czy tego, że skóra była podrażniona – się zweryfikuje następnym razem). Na koniec okazało się, że maseczka nawilżająca nie nawilża tylko wysusza. I nie wiem czy to tylko dlatego, że wyschła, bo wzięłam jej za mało, czy ogólnie tak działa.

Reasumując następnym razem wezmę więcej – około połowę tego co zostało – i sprawdzę jak wtedy się spiszę. Po pierwszy razie nie jest zachwycona.

Druga próba

maseczka sephora

Tym razem wzięłam zdecydowanie więcej produktu, dzięki czemu glinka pozostała wilgotna przez cały czas. Po nałożeniu maseczki znowu piekła mnie skóra, więc tu niestety nie ma zmiany. Odrobina maseczki znalazła się na ustach i było to bardzo nieprzyjemne.

W zasadzie byłam zdecydowana zakończyć testowanie tego produktu na drugim podejściu. Jednak po zmyciu mazidła z twarzy okazało się, że skóra całkiem ładnie wygląda. Efektu super nawilżającego nie zauważyłam, ale jakiś pozytywny rezultat jednak był. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę.

Do trzech razy sztuka

maseczka sephora

Maseczka nadal lekko piecze po nałożeniu, ale nie robi trwałej krzywdy. Twarz po jej użyciu ładnie wygląda. Jednak zdecydowanie ten produkt mnie nie zachwycił. Coś tam niby robi, ale bez szału. W dodatku wcale nie jest łatwo go zmyć, co w połączeniu z brakiem zdecydowanych zalet w zasadzie go dyskwalifikuje.

Z mojej perspektywy ma jeszcze jedną wadę. Jak mam maseczkę na twarzy to nic nie widzę, bo o tyle o ile na maseczki w płachcie można założyć okulary o tyle na glinkę już nie bardzo. Pogodziłabym się z tym utrudnieniem, gdybym po zmyciu maseczki była wyraźnie piękniejsza. Natomiast w tej sytuacji jest to po prostu kolejna wada produktu.

Wszystko wskazuje na to, że na razie maseczki w płachcie nie zostaną zastąpione. Na pewno nie tymi glinkowymi maseczkami glinkowymi z Sephory.