Półmaraton i ja


na macie / 18 sierpnia 2018

Sama trochę w to nie wierzę, ale 15 sierpnia wzięłam udział w półmaratonie. Ponad 21km biegu. Jak się nad tym dobrze zastanowić to nie jest całkiem normalne. Ale na szczęście nie myślę o tym za wiele 🙂

Zapisaliśmy się na ten bieg dość spontanicznie. Można powiedzieć, że wręcz pochopnie. Zwłaszcza ja. Nie miałam kompletnie doświadczenia z długim bieganiem i w sumie zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. W czerwcu i lipcu przebiegliśmy parę (dosłownie) razy 15-16 km i to było całe przygotowanie.  Miałam w planach trochę więcej długiego biegania, ale na dwa tygodnie przed półmaratonem nabawiłam się zapalenia oskrzeli. Zapalenie oskrzeli nie współgra z bieganiem. Wiem, bo próbowałam.

Wielkie odliczanie

4 dni przez półmaratonem mieliśmy zaplanowany bieg na 10 km w Toruniu. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd. Ale to było przed chorobą. Całkiem nieudane podejścia do treningów spowodowały, że jechałam niepewna czy w ogóle wezmę udział. Liczyłam się też z tym, że jeśli wystartuję, to połowę trasy przejdę. Nawet liczyłam przy pomocy różnych kalkulatorów, czy da się zmieścić w limicie  (półmaratonu i dyszki) idąc przez większość czasu).

Ostatecznie zdecydowałam się wziąć udział w biegu. Mimo, że temperatura godzina startu była późna, a temperatura stosunkowo niska. Szczególnie w porównaniu z dniem poprzednim. Na mecie czekał termos z gorącą herbatą, a w pokoju hotelowym aspiryna. Ubrałam się w wiatrówkę i ruszyłam. Ku mojemu zaskoczeniu biegło mi się całkiem nieźle. Tempo oczywiście zachowawcze, ale po godzinie i trzech minutach zameldowałam się na mecie.

Ten bieg był mi bardzo potrzebny. Znowu uwierzyłam, że przebiegnę 21 km. Po nieudanych treningach byłam załamana, a Nocna Dycha w Toruniu przywróciła wiarę. Oczywiście na logikę można się było spodziewać, że w dwa tygodnie dojdę do siebie po chorobie. Ale w takich sytuacjach logika czasem zawodzi.

Zmiana nastawienia spowodowała, że nie mogłam się doczekać tego biegu. Od powrotu z Torunia już nie biegałam (na wszelki wypadek, żeby nie zepsuć nastawienia), a ostatni dzień przed czułam się jak dziecko w Wigilię. Zegarek chodził do tyłu, każda minuta trwała przynajmniej godzinę, a ja w ogóle nie mogłam sobie znaleźć miejsca.

Godzina zero

W końcu nadszedł 15 sierpnia. W Radzyminie byliśmy sporo przed startem, ale poza odebraniem pakietu chcieliśmy jeszcze trochę zbadać okolice i sprawdzić powrót do Warszawy. Kiedy wreszcie nadeszła godzina zera ruszyliśmy. Od początku mieliśmy założenie, że biegniemy razem. Razem biegnie się po prostu lepiej, przyjemniej i raźniej.

W ogóle się nie spieszyliśmy. Zaczęliśmy spokojnym truchtem mając w pamięci, że czeka nas bardzo długi bieg, że ja jestem po chorobie a generalnie nie mamy już osiemnastu lat. Przede wszystkim to ostatnie. Bo to oznacza, że już nic nikomu nie musimy udowadniać. Sport uprawiamy dla przyjemności i to my za tę przyjemność płacimy, a nie ktoś płaci nam. Więc naprawdę nie powodu zabijać się, żeby być na mecie chwilę wcześniej.

Byle przed siebie

Czas minął mi niesamowicie szybko. Chyba zegar musiał nadrobić to stanie w miejscu z dnia poprzedniego J Ani się obejrzałam, a już byliśmy na mecie. I nie mam tu na myśli, że pobiegliśmy tak szybko. Bo wręcz przeciwnie – pobiegliśmy wolno, tylko po prostu czas szybko płynął. Ładne widoki i przyjemna pogoda – czego chcieć więcej?

Dystans ponad 21 km wciąż wydaje mi się przerażający. W głowie biegłam od wodopoju do wodopoju, czyli odcinki około 5 km. Jakoś ani przez chwilę nie pomyślałam, że przede mną tak długa trasa do pokonania. Chyba dlatego biegło mi się naprawdę dobrze. Po prostu czerpałam przyjemność z przemieszczania się przed siebie i czekania na kolejne punkty z wodą.

Nawet teraz nie do końca ogarniam ten półmaraton. Trochę czuję nogi, ale nie jakoś bardzo. Nadal uważam, że 21 km to bardzo, ale to bardzo dużo.

Jestem bardzo zadowolona, że wzięliśmy udział w tym wydarzeniu. Było naprawdę fajnie i żałuję tylko, że nie mogliśmy zostać dłużej, a najlepiej do wieczora. Wydaje się, że również później była całkiem przyjemna impreza. Wydaje mi się, że atmosfera towarzysząca biegom jest znacznie fajniejsza kiedy skala jest mniejsza. Za rok najpewniej również pojawimy się na starcie Półmaratonu w Radzyminie 🙂