Wakacyjny niezbędnik Wiewiórki – co zabieram na wczasy


na luzie, na obcasach / 11 lipca 2018

Przepis na udane wakacje w zasadzie ogranicza się do dwóch składników. Potrzebna są pozytywne nastawienie i dobry humor. Tylko czy aby na pewno to wystarczy? Teoretycznie tak, ale w praktyce dobrze zabrać ze sobą parę rzeczy, które pomogą utrzymać dobry nastrój przez cały wyjazd.

Poniżej przedstawiam mój wakacyjny niezbędnik 🙂

Po pierwsze apteczka

W zasadzie na każdy dłuższy wyjazd zabieram coś na kształt apteczki. Chorowanie na wyjeździe jest  bardzo słabe. Nawet najlepiej zaopatrzona apteczka nie ustrzeże przed poważniejszymi chorobami czy urazami, ale zwykła drobna dolegliwość również potrafi skutecznie uprzykrzyć wymarzone wakacje.

Wszystkie leki przyjmowane na stałe – to jest oczywista oczywistość. Jeśli na stałe to i podczas wakacji. Wyjazd nie zwalnia z brania leków przepisanych przez lekarza, więc trzeba o nich pamiętać. Dobrze też sprawdzić, czy mamy odpowiedni zapas, żeby nic nam się niespodziewanie nie skończyło. Warto mieć na uwadze, że podczas wojaży możemy zagubić jakiś blister lub pojedyncze tabletki. Dlatego zapas powinien być ze sporym marginesem błędu.

Wapno i coś na alergie – jestem alergikiem i zawsze może się pojawić jakaś nieciekawa sytuacja. Dlatego, żeby w panice nie szukać apteki zawsze zabieram wapno, lek antyhistaminowy i maść ze sterydem. Tak na wszelki wypadek.

Elektrolity – podczas wakacji łatwo zapomnieć o odpowiednim nawodnieniu, dużo się dzieje, napoje nie zawsze są pod ręką a czas szybko płynie. Zwłaszcza jeśli jest ciepło łatwo wtedy o przykre konsekwencje. Zdarzyło mi się już w pośpiechy kupować elektrolity w zagranicznej aptece, co nie było wcale takie proste i stać w gigantycznej kolejce do jedynej  w Zakopanem czynnej w święto Żabki, żeby kupić cokolwiek do picie. Pomna tych wydarzeń, w podróż zabieram elektrolity i staram się cały pamiętać o odpowiedniej ilości płynów.

Plastry i coś do dezynfekcji – wiadoma sprawa: możemy się skaleczyć, może się zrobić pęcherz na stopie albo inne nieszczęście. Na taką okoliczność dobrze jest mieć przy sobie zestaw pierwszej pomocy w postaci czegoś do odkażenia i późniejszego zabezpieczenia.

Krople żołądkowe i inne specyfiki wspomagające pracę układu pokarmowego – jedzenie w podróży lubi płatać figle. Nie dość, że często je się więcej niż w domu, to w dodatku próbujemy nowych smaków, jemy w restauracjach czy barach i krótko mówiąc nasz żołądek może zastrajkować. Warto mieć przy sobie jakieś doraźne środki, żeby sobie pomóc. Oczywiście w przypadku poważniejszego zatrucia należy pilnie skontaktować się z lekarzem. Ale jeśli po prostu zjedliśmy za dużo albo za ciężko, to możemy sobie pomóc sami. Warto być przygotowanym na taką sytuację, bo aczkolwiek nie zachęcam nikogo do wakacyjnego obżarstwa, to wszyscy jesteśmy ludźmi i wiemy jak to czasem wygląda w praktyce.

Coś przeciwbólowego i przeciwzapalnego – ból głowy, stłuczone kolano czy nadciągnięty mięsień może skutecznie zepsuć humor, więc na wszelki wypadek dobrze jest móc jakoś takiemu nieszczęściu zaradzić.

Odstraszacz do komarów i maść na ukąszenia – jeśli jedziemy w rejony, gdzie mogą być komary dobrze jest się zabezpieczyć. Nie ma nic gorszego niż drapanie się przez całą noc, bo jakieś krwiożercze bestie postanowiły się na nas pożywić.

Moja wakacyjna apteczka jest zwykle dość dużych rozmiarów, ale lepiej nosić niż prosić. Szukanie pomocy na wyjeździe, zwłaszcza zagranicznym jest naprawdę niefajne. Lepiej być przygotowanym na różne rzeczy i potem nie stresować się, że nie umiemy wytłumaczyć farmaceucie czego potrzebujemy.

Żeby się nie spalić…

Nie wyobrażam sobie wakacji czy lata w ogóle bez odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej. Słońce jest super i opalona skóra wygląda ładnie, ale jednak minus kąpieli słonecznych jest więcej niż plusów. O tym, że opalanie sprzyja nowotworom skóry wiemy (mam nadzieję) wszyscy, ale to nie wszystko. Poza tym nadmiar kontaktu z promieniowaniem słonecznym powoduje, w dużym skrócie,  starzenie się skóry. Jak się ma osiemnaście lat, to tak bardzo tego nie czuć, ale z wiekiem niestety skutki opalania zaczynają być widoczne. A chyba nikt z nas nie chce mieć skóry starszej niż reszta nas. Uprawiamy sporty i jemy zdrowo, żeby zachować młodość, a przecież nasz wiek najbardziej widać właśnie na skórze.

Ja ze słońca korzystam bardzo ostrożnie, a latem krem z wysokim filtrem (50+) zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej szafce na kosmetyki. Zarówno twarz jak i ciało chronię przed słońcem w zasadzie przez cały dzień smarując się bardzo regularnie. Dodatkowo w ciągu dnia nie przebywam dłużej na zewnątrz bez nakrycia głowy. Jestem wielką fanką kapeluszy, które chronią nie tylko głowę, ale również zakrywają kark i szyję, a także dodatkowo twarz.

Poza kremem z filtrem stosuję również krem po opalaniu po prostu jako balsam do ciała (w wersji letniej). Doskonale nawilża, a skóra tak jak i całe ciało potrzebuje nawilżenia. Poza tym jeśli zdarzyłoby się, że jednak mimo ochrony słońca dokonało spustoszeń, to świetnie łagodzi podrażnioną skórę.

Prąd w kabelku

O ile nie decydujemy się na całkowite odcięcie od świata, to zabieramy ze sobą sporo urządzeń, które działają na prąd – telefony, aparat, zegarki, czytnik e-booków. Każde z tych urządzeń wymaga, żeby od czasu do czasu podłączyć je do źródła energii. Większość ma wejście na micro usb, ale niestety nie wszystkie. To oznacza, że w naszej walizce zawsze jest sporo kabelków do ładowania a także power bank. Tak na wszelki wypadek.

Zapewne urlop bez tych wszystkich gadżetów były naprawdę świetny. Zadzwoniłoby się po przyjeździe dać znać rodzinie, że podróż na miejsce minęła bez problemu, a potem można byłoby żyć w całkowitej ciszy informacyjnej. No ale moje wakacje raczej tak nie wyglądają i szczerze mówiąc przyzwyczaiłam się, że zawsze mogę skorzystać z telefonu.

Zawsze przed wyjazdem upewniam się, czy na pewno wzięłam wszystkie potrzebne kable. Głupio by było jakby na przykład w połowie wyjazdu rozładował się zegarek. Nie chodzi nawet o możliwość kompulsywnego kontrolowania liczby przejdzionych kroków. W zasadzie od piątego roku życia sprawdzam która jest godzina patrząc na lewy nadgarstek. Pozbawienie tej możliwości bardzo by mnie bolało. To samo rzecz jasna dotyczy innych rzeczy, które postanowiłam zabrać. Skoro zdecydowałam się wziąć telefon, to po to, żeby móc z niego korzystać.

Żeby się nudzić

Niezależnie od tego gdzie się wybieram i jakie mamy plany na ten wyjazd, to lubię mieć zapewnione alternatywne źródło rozrywki. Nigdy nie wiadomo jaka będzie pogoda, nie wiemy też czy nasze pomysł nie będą musiały zostać poddane rewizji. Na wakacje zawsze zabieramy sporo literatury i prasy. Na czytanie zawsze znajdzie się czas, a wolę wziąć jedną książkę więcej niż nudzić się patrząc przez okno na padający deszcz.

Lubię też zapakować do walizki jakąś fajną grę planszową. Najlepiej taką, w którą można przyjemnie zagrać zarówno w parze jak i w większej grupie. Nigdy przecież nie wiadomo, czy nie poznamy kogoś sympatycznego z kim chcielibyśmy miło spędzić czas przy planszówkach.

Ostatnio taką grą, która u nas się sprawdza jako gra wyjazdowa jest Krwawa Oberża. Jest stosunkowo prosta, a przy tym śmieszna. Dodatkową zaletą jest to, że pudełko jest względnie małe, więc nie zajmuje dużo miejsca w bagażu.

Macie jakieś swoje listy wakacyjnych niezbędników?