Szczęśliwi biegają ultra?


bieganie, na luzie / 14 marca 2019

Zafascynowa książką “Ultra. Dobiegniesz dalej niż myślisz” postanowiłam sięgnąć po inną pozycję o podobnej tematyce. Wybrałam “Szczęśliwi biegają ultra” Magdaleny Ostrowskiej-Dołęgowskiej i Krzysztofa Dołęgowskiego. Z opisów i recenzji spodziewałam się czegoś podobnego do wcześniej czytanej “Ultra”, czyli przede wszystkim wciągającej historii.

Ludzie

“Szczęśliwi biegają ultra” to opowieść przede wszystkim o ludziach, o ich marzeniach i pasjach, o decyzjach i wyborach podejmowanych każdego dnia. Mimo pozornych podobieństw jest to książka zupełnie inna niż “Ultra. Dobiegniesz dalej niż myślisz”. Autorzy uczynili bieganie swoim sposobem na życie i przedstawiają inne osoby, które wybrały podobnie. Przy czym tak naprawdę bieganie można zastąpić dowolną inną pasją. Bo tu nie chodzi tak naprawdę o bieganie tylko o postawienie hobby najwyżej na liście swoich priorytetów i zorganizowanie wokół niego całego życia.

Do pewnego stopnia rozumiem takie podejście, ale jest mi ono całkowicie obce. Staram się, żeby moje życie nie skupiało się wokół jednej tylko rzeczy. Lubię mieć różne otwarte drogi, bo nigdy nie wiadomo, co jutro się wydarzy. W tym kontekście ciekawa jest historia współautorki tej książki – doznała kontuzji, która wymagała długotrwałego leczenia i potem do biegania już nie wróciła. Jak sama pisze na swoim blogu przerwa w bieganiu spowodowała, że przypomniała sobie wszystkie te rzeczy, które sprawiały jej radość zanim zaczęła biegać (żeby spędzać więcej czasu z biegającym chłopakiem, później mężem).

Poświęcenie

Podporządkowanie życia pasji wymaga bardzo wielu poświęceń. Teoretycznie realizacja marzeń ma spowodować wejście na jakiś wyższy poziom szczęścia. Zarówno autorzy jak i inni bohaterowie rezygnują z bardzo wielu rzeczy po to, żeby móc robić, to co chcą. Przyznają, że są jak dzieci, wciąż współ-utrzymywani przez rodziców. Wszystko co zarobią przeznaczają na wyjazdy biegowe i to one są treścią ich życia.

Takie poświęcenie i jednocześnie uzależnienie kompletnie do mnie nie przemawia. Nie chodzi o to, że każdy musi mieć stałą pracę w biurze, dom z ogródkiem i gromadkę dzieci. Dla mnie bycie na utrzymaniu rodziców, zależność od sponsorów czy znajomych jest nie do zaakceptowania, bo oznacza ograniczenie mojej wolności. Zgodnie ze starą zasadą “kto na garnuszku, ten na łańcuszku”. Mogę sobie wyobrazić spędzenie życia na jeżdżeniu po świecie na biegi czy z jakiekolwiek innego powodu, ale za własne pieniądze.

Inna rzecz, że ogólnie życie jedną tylko pasją, choćby nie wiem jak barwną jest w gruncie rzeczy dość ubogie. Nie lubię takiej jednowymiarowości. Moim zdaniem nie warto rezygnować z tak wielu innych fantastycznych rzeczy. Nie mówiąc o tym, że na spełnienie marzeń mamy całe życie – nie musimy wszystkich spełnić w tym samym roku 🙂

Przygody

W zasadzie jest to książka przygodowa i w tym tkwi jej siła. Jeśli pominie się filozoficzne wstawki o tym jak to super jest być dużym dzieckiem na utrzymaniu rodziców, korzystać z niesprawnej lodówki, każdą złotówkę oglądać z dwóch stron, i tym podobne pierdoły, to “Szczęśliwi biegają ultra” czyta się naprawdę dobrze. Przygody wszystkich bohaterów naprawdę robią wrażenie, są bardzo dobrze, plastycznie opisane. Czytając tę książkę czuje się pasję autorów i ich fascynację tym, co robią. Każdy bieg, to nowa przygoda. Od początku aż do końca. Od przygotowań, przez logistykę aż do samego startu. Z pewnością jest to magiczne i pociągające.

Jest tylko jedno “ale”. Czy aby na pewno wszystko to dotyczy tylko biegów ultra na drugim końcu świata? To czy potraktujemy coś jako niesamowitą przygodę czy coś zwyczajnego w dużej mierze zależy od podejścia. W zasadzie każdy bieg, w którym bierze się udział może być taką właśnie przygodą. Nie trzeba biec kilkanaście czy kilkadziesiąt godzien, żeby mieć dużo frajdy i fajne wspomnienia. Wszystko jest tak naprawdę w głowie. Jeden będzie cieszył się jak dziecko z biegu na 5 km w pobliskim parku, a inny pojedzie na Transgrancanarię i będzie niezadowolony.

Czy warto przeczytać?

“Szczęśliwi biegają ultra” czyta się świetnie. Książka wciąga i ciężko ją odłożyć. Dla mnie to trochę taka powieść przygodowa, ale oparta na faktach. Z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy gustują w tego rodzaju literaturze.  Nawet jeśli ktoś w ogóle nie biega (a może wręcz tym bardziej) wciągnie się w pasjonującą lekturę i będzie przy tym dobrze bawił. Nawet rozdziały dotyczące obuwia czy jedzenia utrzymane są w tym samym beletrystycznym stylu.

Natomiast warstwę filozoficzną książki radziłabym potraktować raczej w kategoriach folklorystycznych. Naprawdę można być szczęśliwym, można biegać i można mieć pasje jednocześnie mając rodzinę, pracę i sprawne sprzęty AGD 🙂