Lena Najdecka – Rodzina Wenclów

wpis w: na luzie | 0

Rodzina Wenclów to trylogia obyczajowa, której akcja toczy się współcześnie w Polsce. Dwa pierwsze tomy ukazały się parę lat temu (2011 i 2013), trzeci w czerwcu bieżącego roku i tego ostatniego nie czytałam. Zakładam jednak, że skoro tyle czasu minęło między publikacją początku trylogii a jej zakończeniem, to intencją autorki niekoniecznie było czytanie wszystkich części jednym tchem.

O czym to jest?

Bohaterami są członkowie tytułowej rodziny Wenclów – przede wszystkim dwóch odnoszących sukcesy zawodowe braci. Trzeci brat, który sukcesy odnosi cokolwiek mniejsze jest w książce niemal nieobecny. Bracia mają oczywiście rodziców, żony i inne przyległości. Czytając opis powieści dowiadujemy się, że ma to być portret klasy średniej skoncentrowanej na robieniu kariery i zarabianiu pieniędzy.

I faktycznie, Paweł (najstarszy) jest wziętym prawnikiem zaś Mateusz (średni) dyrektorem marketingu w firmie telekomunikacyjnej. Najmłodszy jest buddystą i jego życie zawodowe w zasadzie nie istnieje – jest więc postacią marginalną w powieściach. Obaj starsi bracia mają piękne żony, z którymi im się nie układa, bo… przecież najważniejsze są pieniądze i zaspakajanie własnych mniej lub bardziej rzeczywistych potrzeb.

Oczywiście jest też intryga i to nie jedna. Ktoś kogoś oszukał, ktoś zdradził a ktoś wykorzystał. Generalnie akcja toczy się wartko i dzieje się sporo.

Książki czyta się dość przyjemnie, ale jest to przyjemność dość perwersyjna.

Komu kibicować?

Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła, kiedy zaczęłam czytać pierwszy tom to fakt, że w tej książce wszyscy główni bohaterowie są całkowicie pozbawieni zalet. Przynajmniej w warstwie opisowej. Autorce udało się stworzyć potworną galerię antypatycznych ludzi składających się z samych wad. I tu pojawia się pierwszy problem. To jak autorka opisuje bohaterów kłóci się z tym, jak się zachowują. Z jednej strony bohaterowie są wyjątkowo nieprzyjemni, ale z drugiej strony jak się nad tym zastanowić mają całkiem dobre (odbiegające od przeciętnej in plus) relacje z rodzicami. Rodzice również nie są przedstawieni w pozytywne świetle, mimo że tak naprawdę dbają o swoje dzieci, nie tylko zapewniając im wykształcenie i start w życiu ale także pomagając na codzień.

Druga sprawa – obraz życia zawodowego głównych bohaterów. Miejsca pracy bohaterów wydają się wyjątkowo koszmarne. Oczywiście w dużych firmach, jak we wszystkich zbiorowościach, sporo jest emocji, sympatii i antypatii. Ale znowu obraz przedstawiony przez autorkę jest bardzo jednostronny. Tam gdzie są ludzie, tam bywa różnie – raz dobrze, raz źle. W korporacjach przedstawionych w Rodzinie Wenclów jest w zasadzie zawsze źle.

Sytuacje życiowe i relacje z ludźmi przedstawione w powieści są cokolwiek dziwne. Ludzie pozostający ze sobą w związku w zasadzie ze sobą nie rozmawiają o swoich sprawach. Wszystko w ich życiu kręci się w okół pieniędzy.

Czy warto przeczytać?

Największą słabością Rodziny Wenclów jest jej kompletne oderwanie od (jakiejkolwiek) rzeczywistości. Każde z opisanych przez autorką zachowań występuje w naturze, tak jak zdarzyć się mogą wszystkie przedstawione sytuacje, ale nie jest możliwe, żeby wszystko to miało miejsce na raz.

Dodatkowo autorka garściami czerpie ze znanych w literaturze i kinematografii motywów. Inspiracja innymi dziełami jest w zasadzie obojętna, ale co za dużo to nie zdrowo. Tu niestety jest zdecydowanie za dużo.

Czy to znaczy, że jedyną zaletą prozy Leny Najdeckiej jest łatwość czytania? Absolutnie nie. Jej największa zaletą jest to, że pozwala zobaczyć jak autorka (i pewnie szereg innych soób) wyobraża sobie pewne grupy ludzi. Bo tak naprawdę tym jest Rodzina Wenclów – zbiorem wyobrażeń o odnoszących sukcesy przedstawicielach klasy średniej – prawników czy managerów wyższego szczebla. Do kompletu brakuje jeszcze lekarza, który na boku dorabia robiąc skrobanki i serwując umierającym pacjentom ostatni zastrzyk. Właśnie pod tym względem Rodzina Wenclów jest zdecydowanie bardzo ciekawą lekturą.

Nie wiem czy autorka miała jakieś nieprzyjemne przejścia ze swoimi przełożonymi w pracy, czy może ktoś ją w jakiś sposób oszukał. Natomiast obraz, który kreśli jest mocno naznaczony osobistymi uprzedzaniami. Jak ktoś odniósł zawodowy sukces, to na pewno musi być draniem. A nawet jeśli nie jest draniem, to przynajmniej jest emocjonalnie upośledzony.

Rodzina Wenclów jest bardzo ciekawą lekturą właśnie dlatego, że stanowi spis stereotypów. Jeśli kogoś ciekawi jakie przekonania pokutują u ludzi (do tego stopnia, że ktoś zdecydował się je spisać), to warto przeczytać obie dotychczas opublikowane tomy trylogii. W przeciwnym razie można sobie darować, bo mimo że czyta się je dość łatwo, to jednak w warstwie fabularnej, książki są dość irytujące.

Pierwsze tomy kupiłam w składzie taniej książki (Dedalus) po 12 zł za sztukę. Trzeciego raczej nie kupię. Na pewno nie za pełną cenę.