Książki stycznia: Riggs i Griffith


na luzie / 6 lutego 2018

 

Styczeń jest zwykle zdecydowanie dobrym miesiącem na czytanie. Długie wieczory i brzydka pogoda sprzyjają siedzeniu na kanapie z książką. Najczęściej jedna po drugiej czytam książki, które dostałam pod choinkę i odliczam dni do wiosny. W tym roku jednak styczeń upłynął mi pod znakiem nauki, a co za tym idzie czasu na czytanie miałam jakby mniej.

Cykl Pani Peregrine, Ransom Rigg

Jednym z moich prezentów były trzy książki Ransoma Riggsa ładnie opakowane w tekturowe pudełko. Po książki sięgnęłam z ogromnym zainteresowaniem. Formalnie są to książki dla młodzieży jednak okładka jak na literaturę młodzieżową jest dość nietypowa. Powiedziałabym, że za sprawą kolorystyki jest dość ponura a może nawet mroczna.

Historia jest naprawdę ciekawa. Oto mamy młodego człowieka, chłopca w zasadzie, który po śmierci ukochanego dziadka nie bardzo potrafi dojść do siebie. Śnią mu się dziwne koszmary i zaczyna wierzyć, że “bajki”, które opowiadał mu dziadek są prawdą. Może się wydawać, że chłopiec traci zmysły, ale okazuje się, że faktycznie jego dziadek dorastał w domu pełnym osobliwych dzieci obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami. To odkrycie jest dopiero początkiem historii, która bardzo wciąga. Z zapartych tchem śledzimy losy bohaterów i oglądamy kolejne fotografie. Bo zdjęcia są nierozłącznym elementem książki – to nie tylko ilustracje, ale również część historii.

Cykl “Pani Peregrine” bardzo mi się podobał. Przypomina nieco “Alicję w krainie czarów”, ale tylko troszeczkę. Mimo że jest to książka dla młodzieży dorosłemu czytelnikowi również się spodoba. O ile oczywiście rzeczony czytelnik gustuje w lekko fantastycznych klimatach. Dodatkowo książka jest pełna ukrytych znaczeń i można ja czytać na więcej niż jednym poziomie. Z jednej strony mamy po prostu warstwę fabularną, ale pod nią są jeszcze inne i uważny czytelnik z pewnością dostrzeże, pewne analogie do nieco mniej fantastycznego świata 🙂

Książka wciąga niesamowicie, a wyobraźnia autora jest naprawdę godna pozazdroszczenia. Te trzy książki bardzo miło urozmaiciły mi kilka styczniowych wieczorów. Zdecydowanie polecam 🙂

Hilda, Nicola Griffith

Książkę kupiłam pod wpływem pozytywnej opinii zamieszczonej na Facebooku  przez Elżbietę Cherezińską, jedną z moich ulubionych pisarek. Często kieruję się opiniami lubianych pisarzy przy wyborze lektury. Wychodzę z założenia, że jak ktoś pisze książki, które mi się podobają, to jest duża szansa, że jego rekomendacje również przypadną mi do gustu. Najczęściej okazuje się, że tak właśnie jest. Również w tym przypadku nie zawiodłam się.

“Hilda” to pełnokrwista powieść historyczna o niezwykłej kobiecie, która miała ogromny wpływ na ówczesny świat. Bohaterkę poznajemy jako małą dziewczynkę, która dorastając coraz silniej oddziałuje na losy średniowiecznej Anglii. Wydarzenia, w których uczestniczy są przełomowe dla całej wyspy. Ona sama zaś jest postacią nietuzinkową. Kobieta, córka zamordowanego króla, w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w którym dziewczynki to co najwyżej “tkaczki pokoju” kształtuje historię.

Powieść czyta się bardzo dobrze, choć mnogość obcobrzmiących i dość do siebie podobnych imion nieco utrudnia połapanie się w tym kto jest kim. Niemniej historia naprawdę wciąga, a najważniejszych bohaterów da się zapamiętać.

Jeśli ktoś lubi powieści historyczne to zdecydowanie warto sięgnąć po “Hildę”.