Książki sierpnia: Cherezińska, Miszczuk i Ohme

wpis w: na luzie | 0

Odrodzone królestwo w komplecie – Płomienna Korona

Płomienna korona

Na ostatni tom trylogii Elżbiety Cherezińskiej czekałam długo. Dwa pierwsze przeczytałam na jesieni 2014 roku i od razu zakochałam się w autorce. Potem jednym tchem pochłonęłam wszystkie cztery tomy północnej drogi i miłość trwała dalej. Z wypiekami na twarzy czytałam kolejne powieści i czekałam na finał opowieści, od której zaczęłam się moja fascynacja prozą tej autorki.

12 lipca odebrałam paczkę z „Płomienną koroną”. Chciałam od razu zabrać się za lekturę, ale objętość książki trochę mnie przeraziła. Czekał mnie wyjazd. Wiedziałam, że przed nie dam rady przeczytać ponad tysiąca stron, a nie wyobrażałam sobie zacząć i niedokończoną zostawić “na potem”. Nie zdecydowałam się też zabrać jej ze sobą. Raz, że mogłaby się zniszczyć, a dwa, że dodatkowy ciężar nie był mi potrzebny. I tak Odrodzone Królestwo musiało poczekać jeszcze miesiąc na mojej półce. W końcu, w sierpniu przeczytałam książkę, na którą czekałam prawie trzy lata.

Płomienna Korona jest równie fantastyczna jak wszystkie poprzednie książki Cherezińskiej. Śledzimy losy Władysława Łokietka, który niemałym wysiłkiem dąży do zjednoczenia ziem polskich i oczywiście do korony. Poza znanymi z poprzednich tomów (a częściowo również z historii) postaciami, poznajemy również nowych bohaterów. Istotną rolę odgrywają rycerze Zakonu Najświętszej Marii Panny, czyli Krzyżacy. W śród nich znajduje się również były templariusz, który z Ziemi Świętej przywiózł zarówno tajemnice Rycerzy Świątyni jak i swojego rodu. Oczywiście cały czas w grze pozostają ludzie starej krwi, czyli wyznawcy dawnych bogów.

Fabuła powieści jest oczywiście oparta na historii, ale nie w zaskakującym zakończeniu tkwi siła prozy Elżbiety Cherezińskiej. Niesamowite jest to, jak autorka ożywia bohaterów znanych z podręczników do historii. Dzięki niej stają się ludźmi z krwi i kości – mają rodziny, problemy dnia codziennego, całkiem zwyczajne troski i problemy. To właśnie wątki fabularne decydują o tym, jak ciekawa jest to lektura. Cherezińska używa faktów historycznych jak cegieł, które spaja zaprawą z własnej wyobraźni budując literaturę, moim zdaniem, wybitną.

Cykl Odrodzone Królestwo polecam absolutnie każdemu.

Kobieta jako istota magiczna  – Matki, żony, czarownice oraz Zalotnice i wiedźmy

Matki, żony, czarownice

Z prozą Joanny Miszczuk zetknęłam się pierwszy raz jakiś czas temu. Z przyjemnością przeczytałam “Nefrytową szpilkę” i “Wyspę”, ale potem autorka wyleciała mi z głowy. Teraz wpadły mi w ręce dwie inne jej powieści “Matki, żony, czarownice” i “Zalotnice i wiedźmy”.

W książce mamy dwa równoległe wątki. Z jednej strony śledzimy współczesne losy głównej bohaterki Joasi, z drugiej poznajemy niezwykłe historie kobiet z jej rodziny od renesansu aż po czasu współczesne. Jak wszystkie powieści Joanny Miszczuk i te czyta się bardzo przyjemnie. Są to takie typowe kobiece opowieści o miłości i rodzinie, z którymi bardzo przyjemnie leży się w wannie pełnej piany popijając białe wino.

Jeśli lubicie pozytywne historie z kilkoma fantastycznymi love story w tle, to zdecydowanie polecam. Świetna lektura na poprawę nastroju.

Czuję więc jestem? – Emo Sapiens

Emo sapiens

Książkę „Emo Sapiens” dostałam na wykładzie jej autora, profesora Rafała Ohme. Wykład początkowo mnie zainteresował, ale potem stał się nieco nudnawy. Książkę jednak zdecydowałam się przeczytać, mimo że tematyka raczej nigdy mnie nie pasjonowała.

„Emo Sapiens”, to książka popularnonaukowa o mózgu. Czytaliście „Historię wewnętrzną” o układzie pokarmowym? (Jeśli nie, to przeczytajcie, bo warto 🙂 ) „Emo Sapiens” to lektura w podobnym stylu. Autor przybliża funkcjonowanie mózgu, rolę emocji i ich wpływ na życie człowieka. Do tego pokazuje jak wiele procesów (myślowych?) zachodzi poza naszą świadomością i jakie to ma dla nas znaczenie. Książka jest naprawdę ciekawa i warta przeczytania.

Bardzo dużo się z niej dowiedziałam i zaczęłam trochę inaczej patrzeć na niektóre zdarzenia. Na przykład jadąc pociągiem stwierdziłam, że kobieta, która siedzi na przeciwko mnie nie budzi mojej sympatii. Przed lekturą „Emo Sapiens” pewnie przeszłabym nad tym do porządku dziennego. Ale teraz jestem mądrzejsza i wiem, że może to wynikać z tego, że twarz lub mimika tej osoby z czymś mi się kojarzy. I faktycznie, trochę musiałam się nagłówkować, ale wymyśliłam. Oczywiście nie zapałałam do tej kobiety nagłą sympatią, ale przynajmniej uświadomiłam sobie co się w niej nie podoba.

Podobnie jak wspomniana wyżej „Historia wewnętrzna”, „Emo Sapiens” jest książką ciekawą nie tylko poznawczo, ale również z czysto praktycznego punktu widzenia. W dodatku czyta się ja dość przyjemnie i, co ważne, są obrazki.