Dobry rok czy zły rok?

wpis w: lifestyle | 0

nowy rok

Czas podsumowań. Wszędzie listy i rankingi. To było świetne. To było do kitu. Spektakularne sukcesy. Osiągnięte kamienie milowe. Festiwal samochwalstwa i propagandy sukcesu. A z drugiej strony postanowienia noworoczne. Plany wymieszane z marzeniami i doprawione surrealizmem.

A jak nie padł rekord? Nie było awansu. Nie padła wygrana w totka. Wakacje pod namiotem albo wcale. Mieszkanie wciąż to samo, wynajęte za połowę pensji. Samochód na chodzie. Albo i nie. Żadnych ważnych wydarzeń. Postanowień nie było i dalej nie ma. To co? Rok do bani? Czy może człowiek do bani?

Drobiazgi

Spacer za ręce przy świetle księżyca. Dobra książka przeczytana jednym tchem. Smaczna kolacja w dobrym towarzystwie. Spontaniczne wyjście do kina. Herbata zaparzona w nowym dzbanuszku. Ciasteczko z wróżbą, która wywołuje uśmiech. Piękne kwiaty w ogrodzie. SMS z wyznaniem miłości otrzymany w środku wyjątkowo ciężkiego dnia. Fajna gra planszowa. Ploteczki z przyjaciółką. Uśmiech na twarzy ukochanej osoby. Zapach świeżego ciasta drożdżowego. Nic spektakularnego. Ale to właśnie takie drobiazgi składają się na nasze życie.

O małych rzeczach trudno mówić. Nie da się z nich sklecić dobrego, robiącego wrażenia podsumowania, a jednak są niezwykle ważne.

Sukcesy na miarę stulecia

Wielkich sukcesów nie odnosi się codziennie. Dla każdego co innego będzie sukcesem. Dla jednego wpadnięcie w drugi próg podatkowy będzie życiowym sukcesem, ale dla drugiego zarobki poniżej pół miliona to popadnięcie w nędzę, a jeszcze inny o pieniądze nie dba wcale i dla niego sukcesem jest zdobycie kolejnego szczytu w Tatrach. Nie ma jednej miary dla wszystkich, ale każdy chciałby się czuć spełniony, chciałby każdego dnia zasypiać z uśmiechem i z radością witać kolejny dzień. A przede wszystkim każdy chciałby móc cieszyć się z tego co dla niego jest sukcesem. Nawet jeśli dla kogoś innego jest to śmieszne. Tylko ciężko to robić, gdy świat wokół pokazuje, że jedyna słuszna droga wiedzie w drugą stronę.

Trzeba być przedsiębiorczym. W życiu ważna jest otwartość. Podróżowanie jest sensem istnienia. Miarą sukcesu jest rozmiar mieszkania i liczba markowych ciuchów w szafie. Domorośli specjaliści od życia radzą i podpowiadają jak powinno wyglądać dobre życie. Ludzie, których pojęcie o prowadzeniu firmy kończy się na jednoosobowym wykonywaniu lepiej lub gorzej płatnych zleceń mówią o przewagach własnej firmy nad etatem. Kobiety, które dopiero co urodziły dziecko nagle stają się ekspertkami od macierzyństwa. Ktoś coś przeczytał, gdzieś coś usłyszał i nagle ma przepis na życie. Koniecznie pełne drogich przedmiotów, licznych podróży i z dala od znienawidzonego etatu, bo etat to zuo. Bez tego nie ma sukcesu. I nie ma dobrego roku.

A może jednak jest? “Jedyny dobry przepis na życie” jest tak naprawdę dobry tylko dla swojego autora. Dla całej reszty jest tylko ciekawostką przyrodniczą. I tak powinien być traktowany.

Mój rok

Czytałam liczne podsumowania, listy postanowień i inne dziwne sezonowe teksty. Złożyły się na mozaikę obecnie obowiązującego nowoczesnego, wielkomiejskiego stylu życia. Taki modelowy przedstawiciel gatunku powinien:

  • dużo zarobić, bo jego praca to jego pasja – kocha ją i wielbi nad życie
  • dużo podróżować, bo podróżowanie jest fajne i pozwala oderwać się od życia codziennego i pracy, którą tak bardzo kocha
  • odwiedzać modne knajpy, bo jedzenia w restauracji jest fajniejsze niż w domu, tak po prostu
  • stać się fit i przejść na zdrową dietę
  • kopić sobie parę modnych, drogich rzeczy, najlepiej takich lekko niszowych, bo gdzieś w tej mieszaninie jest miejsce też na bycie lekko hipsterskim

Patrzę na tą mozaikę i łapię się za głowę. Widzę ludzi z plastiku. Nie, nie mówią o autorach – ci robią to za co im płacą, mówię o odbiorcach, którzy w tak nakreślonej papce widzą drogowskaz. Tylko, że ten drogowskaz kieruje ich wprost w pułapkę wiecznego niezadowolenia. Idąc tą drogą nigdy nie napisze się zdania “mój rok był dobry”, bo to wszystko nie jest naprawdę. Naprawdę da się iść tylko własną drogą. I tylko idąc taką drogą, która najpewniej będzie trudna i kręta można powiedzieć “mój rok był najlepszy!”.