Codziennik: Miało być dobrze a wyszło jak zwykle


codziennik / 9 grudnia 2018

Kolejny miesiąc przeleciał w mgnieniu oka, a ja nawet nie potrafię powiedzieć co takiego się działo. Takie po prostu codzienne życie, które jakoś wyjątkowo wdzierało się w każdą wolną chwilę i nie pozostawiało czasu na nic innego. A może to ja gdzieś zgubiłam zmysł organizacji? Albo dopadło mnie przesilenie jesienne?

Wszędzie chaos

Mam wrażenie, że ostatnio w moje uporządkowane życie wkradł się chaos. Widać go wszędzie, na każdym kroku. Wychodzi z każdego kąta w mieszkaniu i bezczelnie siada sobie na środku drwiąc z nieudolnych prób okiełznania go. Szereg rozpoczętych i nie skończonych przedsięwzięć, niedoczytane książki…

Zawsze dobrze radziłam sobie z zarządzeniem czasem, ale ostatnio wszystko mnie przytłacza. Pierwszy raz odkąd sama jestem Mikołajem wydarzyła się taka sytuacja, że na początku grudnia (a w zasadzie blisko połowy grudnia) nie tylko nie mam prezentów, ale nawet nie zabrałam się na dobre za ich szukanie. Każdego dnia obiecuję się, że wezmę się za ogarnianie rzeczywistości i za każdym razem na obietnicy się kończy. A łamanie obietnic danych samemu sobie jest wyjątkowo słabe. Zamiast ogarnąć dzień dzisiejszy wybiegam myślą daleko naprzód…

Planowanie to zdecydowanie czas stracony

Na początku roku pisałam o moim podejściu do planowania. Przez długi czas trzymałam się zasady wyznaczania celów a nie robienia konkretnych planów na odległą przyszłość. Zawsze mówiłam, że kupowanie w styczniu wczasów na sierpień, to zły pomysł, bo przecież może się wiele wydarzyć. Konkrety planowałam maksymalnie dwa-trzy miesiące do przodu i było mi z tym dobrze.

Ale w tym roku wpadłam w pułapkę planowania. Popełniłam straszne głupstwo i zaplanowałam dość szczegółowo kilka wydarzeń na rok przyszły a nawet poszłam krok dalej i zaczęłam planować rok 2020. Jak szaleć, to szaleć 🙂 Już wczesną jesienią pojawiły się sygnały, że może się tych planów nie dać zrealizować. Dziś wiem, że wszystkich na pewno nie zrealizuję, a przecież do wszystkich się przywiązałam i wszystkie były ważne z jakiegoś powodu. Końcówka roku i styczeń zapewne upłynie mi na wyznaczaniu priorytetów i wykreślaniu kolejnych pozycji.

Drobne radości

Wszystkich wielkich planów może nie uda się zrealizować, ale przecież życie tak naprawdę składa się z drobiazgów. Był taki moment, że o tym zapomniałam i skupiałam się na zaplanowanych nadchodzących wielkich przedsięwzięciach, ale odzyskuję właściwą perspektywę. Przecież świat raczej nie kończy się w przyszłym roku i to czego nie uda się zrobić teraz, można będzie zrobić kiedy indziej. A może w ogóle okaże się, że nie jest to już ważne? Tak czy siak zamiast planować co raz to nowe rzeczy wracam na ziemię 🙂

Książki, sport (w rozsądnych ilościach), ładne i smaczne jedzeniem trochę nauki, a od czasu do czasu jakieś kino czy bardziej kulturalna rozrywka – w końcu to jest znacznie ważniejsze w codziennym życiu 🙂