Codziennik: Intensywny maj


codziennik / 3 czerwca 2018

W zasadzie nie miałam jakichś specjalnych planów. Wręcz wydawało mi się, że w maju za bardzo nic ciekawego nie będzie się działo i będę miała mnóstwo wolnego czasu. Liczyłam zwłaszcza na to ostatnie. Skąd mi się wziął taki pomysł? Ot, zagadka. Rzeczywistość oczywiście okazała się nieco dobiegać od moich wyobrażeń, ale to dobrze 🙂

Ładne jedzenie

Jakiś czas temu postanowiłam, że będę więcej uwagi przykładać do estetyki jedzenia. Wiadomo, że nie codziennie jest ku temu okazja i możliwość. Bo jednak ułożenie wszystkiego na talerzu w sposób zadawalający też zajmuje czas. A i nie każdą potrawę daje się w jakiś szczególnie piękny sposób podać. Niemniej sposób serwowania jest dla mnie istotny i powoli wchodzi mi w nawyk.

Nie było się oczywiście bez zakupów niezbędnych akcesoriów, czyli talerzy, miseczek i pucharków. Jednak uzyskanie ładnego efektu na nowym (ładnym) talerzu jest znacznie prostsze niż na starym. Nie dlatego że ten stary jest jakiś szczególnie nie urodziwy, tylko po prostu jest stary. Wiecie jak to jest. Nowe rzeczy mają sobie jakąś taką motywującą siłę sprawczą, która powoduje, że bardziej nam się chce.

Rzecz jasna w ślad za ładnym podawaniem potraw szło ich wymyślanie. To znaczy w zasadzie wymyślenie jest krokiem pierwszym, ale było niejako pochodną pomysłu, żeby ładnie podać. Wiem, że to skomplikowane 🙂 Cały to gotowanie i układanie zajmowało wcale nie mało czasu.

Sporo biegania, mało sportu

Pogoda wyjątkowo dopisała, więc aktywność na zewnątrz była raczej oczywista. Sporo biegaliśmy i jeździliśmy na rowerze mocno ograniczając czas spędzony w domu. Zawsze na początku sezonu letniego odczuwam jakiś wewnętrzny przymus korzystania z ładnej pogody. Pierwsze ciepłe dni cieszą zawsze najbardziej.

Piękna pogoda zbiegła się w czasie z problemami z placami, które na jakiś czas wyeliminowały mnie z aktywności fizycznej angażującej górne partie ciała. Robię tylko ćwiczenia zalecone przez fizjoterapeutę i nie próbuje niczego na własną rękę. Plecy bolały mnie od jakiegoś czasu i myślałam, że jak trochę poćwiczę, to będzie lepiej. Niestety to był błąd, bo tylko pogorszyłam sytuację. Dlatego w tej chwili, na wszelki wypadek, nie robię nic, czego nie autoryzował fizjoterapeuta, a autoryzował bieganie (pod warunkiem, że się nie garbię), rower i spacery.

Ja i muzyka

Nie jestem jakąś wielką fanką muzyki. W zasadzie słucham czegoś tylko podczas biegania i to też nie zawsze. Ale kolega zaprosił nas w maju na koncert, który organizował (i w którym występował), więc pierwszy raz od bardzo dawna byłam na występie muzycznym na żywo. Koncert był w Proximie. Mimo, że to klub studencki byłam w nim pierwszy raz. Będąc na studiach byłam taką klasyczną nudziarą, co nie chodzi na imprezy, koncerty i inne tego rodzaju okoliczności 🙂 Może nadrobię na stare lata?

Mimo, że nie jestem melomanem, to bawiłam się doskonale, więc jest szansa, że to nie był ostatni koncert, na którym byłam 🙂

Urodzinowo

W maju obchodziłam urodziny, więc z tej okazji napadłam na sklep 4F 🙂 Nowe spodenki i koszulki były mi bardzo potrzebne 🙂 Przy okazji mąż też się zaopatrzył w niezbędne element odzieży sportowej.

Niby nic się nie działo, a jednak to był bardzo intensywny miesiąc. A przy tym bardzo udany.