Codziennik: Egzaminy, rocznica i trochę sportu


codziennik / 3 kwietnia 2018

Mówi się, że w marcu jak w garncu i tego roczny marzec potwierdził tę tezę w 100%. Początek miesiąca był mroźny, potem na chwilę wpadła wiosna, którą zaraz przegnał powrót zimy. Pogoda dostarczyła sporo rozrywek, ale i u mnie sporo się działo.

Egzaminowo-rocznicowo

Na początku miesiąca miałam egzamin semestralny na studiach podyplomowych, do którego podeszłam z sukcesem. Świętowanie zdanego egzaminu płynnie przeszło obchodzenie rocznicy śluby. Jesteśmy małżeństwem już siedem lat. To jest taka dziwna sprawa z tymi rocznicami, bo z jednej strony wydaje mi się, że zaledwie wczoraj braliśmy ślub. Z drugiej strony w ogóle nie wyobrażam sobie, że kiedyś żyłam bez Tomka. Przecież to musiało być bardzo słabe!

Z okazji rocznicy staramy się zawsze robić coś fajnego. W tym roku dzień wcześniej zrobiliśmy sobie pyszną kolację w postaci pizzy na cieście francuskim i sałatki z gruszkami i serem pleśniowym. W towarzystwie wina oczywiście 🙂 A w samą rocznicę pojechaliśmy z rodzicami do Leśniowa.

Sportowe prezenty

Świętowanie rocznicy rozłożyliśmy na trzy dni. W niedzielę kolacja, w poniedziałek wyjazd, a we wtorek mieliśmy po prostu czas dla siebie. W prezencie kupiliśmy sobie zegarki sportowe, które oczywiście nie doczekały zapakowane nawet do naszej kolacji J We wtorek postanowiliśmy je przetestować na siłowni. Mieliśmy bardzo fajny trening z trenerem i uczyliśmy się korzystać z nowych zabawek.

Wcześniej miałam opaskę, która była całkiem spoko, ale jednak zegarek to inny poziom świetności. On pokazuje wszystko i naprawdę ułatwia uprawianie sportu. To znaczy pozwala lepiej monitorować wysiłek, nawet na siłowni. Dopiero z zegarka dowiedziałam się jak bardzo przekłamane są wskazania sprzętów siłowniowych co do ilości spalonych kalorii. O energii zużytej na ćwiczenia siłowe nawet nie będę wspominać 🙂

Z drugiej strony doskonale wiem, że to zbędny gadżet. Bo da się bardzo dobrze ćwiczyć i planować dietę nie mając żadnego zegarka, bo tak naprawdę zegarek pokazuje to, co można odczytać z tabeli. Moje średnio-dzienne zapotrzebowanie na energię wynosi według wskazań zegarka 2250 kcal. Dokładnie tę samą wartość możemy odczytać z tabeli 🙂 Ale zegarek jest po prostu fajny.

Przebłysk wiosny

W pewnym momencie na chwilę wpadła wiosna. Wyszło słońce i zrobiło się cieplutko. Trwało to całe dwa dni, ale tyle wystarczyło by pójść pobiegać na zewnątrz. Pierwszy raz w tym roku i pierwszy raz w ogóle od bardzo dawna biegłam na świeżym powietrzu. To był bardzo przyjemny powrót do biegania. Dobrze rokuje na przyszłość. Myślę, że w tym roku zdecydują się wziąć udział w jakichś biegach ulicznych. Na pierwszy ogień pójdzie zapewne Bieg Konstytucji Trzeciego Maja. A potem się zobaczy.

Zajawka wiosny zbiegła się w czasie z niedzielę, którą oboje mieliśmy wolną. Korzystając z tego, że przy ładnej pogodzie  chce się bardziej zadbaliśmy o ładny jadłospis. Smaczny oczywiście też, ale o smak dbamy codziennie 🙂 Natomiast nie zawsze chce nam się odpowiednio podać jedzenie. Wiecie o co chodzi? Jak człowiek wraca do domu po pracy, siłowni i zakupach, to po prostu kładzie na talerz, to co ma zjeść, zjada i idzie spać. Natomiast mając dzień wolny można poświęcić chwilę na układanie wszystkiego na talerzu tak, żeby nadawało się do sfotografowania 🙂

Forma pod zdechłym azorem i nowy materac

Na początku miesiąca miałam ambitne plany, żeby wykorzystać nieco luźniejszy kalendarz i naprawdę porządnie trenować. Pogoda nie sprzyjała aktywności na zewnątrz, ale przecież od czegoś są siłownia i własna podłoga. No i na pewno od czegoś są, ale w moim przypadku nie były za nadto od ćwiczeń. Początek miesiąca był nienajgorszy, a potem było coraz gorzej. W wolne miejsca w kalendarzu postanowiły wepchnąć się przeróżne nieszczęścia. Najpierw spadł żyrandol u mojej babci. Zamiast na trening pojechaliśmy ratować sytuację. Potem okres i wyjątkowo paskudne samopoczucie. I kiedy już twardo powiedziałam, że idę na siłownię bardzo się zmęczyć, to zadzwonił tata, że ma prawie 39 stopni gorączki, mama też chora, a potrzebują zakupów i jeszcze firmę trzeba ogarnąć. Więc znowu zamiast na pójść na siłownię latałam po całym mieście. Kiedy wszystko wydawało się zmierzać w dobrą stronę zaczęło mnie drapać w gardle i nos się zatkał. I znowu ćwiczenia musiały poczekać na bardziej stosowny moment.

Ja nie z tych co robią trening za wszelką cenę. Nie odpalam płyty z ćwiczeniami o 22.30 po bardzo intensywnym dniu, bo przecież miałam poćwiczyć. Jak się źle czuję, to się źle czuję. A nie że z glutem do pasa będę udawała, że robię pompki. Podobno na trening zawsze jest dobry czas. Ale nie dla mnie.

Ale zrobiliśmy jedną rzecz w ramach dbania o dobrą formę. Kupiliśmy nowy materac. W jaki sposób materac przyczynia się do dobrej formy? A to akurat proste – na dobrym materacu śpi się lepiej i kręgosłup jest bardziej zadowolony z wypoczynku. Ostatni weekend marca mieliśmy całkiem wolny i to oboje! A w piątek przyjechał nowy materac, więc ten szczęśliwy zbieg terminów wykorzystaliśmy, żeby porządnie się wyspać 🙂

Kwiecień zapowiada się pięknie, więc mam nadzieję, że będzie dużo energii i ruchu na świeżym powietrzu.