Moje bieganie


bieganie / 31 października 2019

Czas chyba na swoisty coming out.

Chorwacja – Dalmacija Ultra Trail

Przez czas jakiś udawałam, że wcale tak nie jest i że bieganie jest tylko „przygodą”, sposobem na spędzenie czasu z mężem i na przewietrzenie głowy.  Ale prawda jest taka, że w ciągu ostatnie roku bieganie stało się bardzo istotnym elementem mojego życia. Tak istotnym, że wręcz jednym z definiujących. Ja to etnologia i zadziwianie się światem. Ja to dietetyka i zainteresowanie żywieniem człowieka, gotowaniem i zdrowym jedzeniem. I w końcu ja to bieganie.

Ta droga zaczęła się rok temu. W momencie, w którym powiedziałam „przebiegniemy maraton” i przypieczętowałam to zapisaniem się na maraton łódzki powoli moja relacja z bieganiem zaczęła się zmieniać. Najpierw pojawiły się pierwsze „treningi”, czyli bieganie czegoś zaplanowanego.  Wcześniej miałam takie postanowienie, żeby w miesiącach jesiennych i zimowych biegać trochę na siłowni. Chodziło mi o to, żeby na wiosnę nie zaczynać całkiem od zera. Ale po zapisaniu się na maraton zaczęłam poważniej podchodzić do tego jesienno-zimowego biegania.

Jak coś robię, to robię to na poważnie. Więc skoro na początku kwietnia 2019 miałam przebiec maraton, to musiałam się w to zaangażować i po mojemu się przygotować. To spowodowało, że poza interwałami na bieżni zaczęłam biegać zimą na zewnątrz. To była rewolucja. Nie tylko przełamałam moją niechęć do zimna, ale w ogóle oswoiłam pogodę. Wcześniej biegałam tylko w dobrej i bardzo dobrej pogodzie.

W lutym pobiegłam pierwsze zawody zimą. Bałam się tego bardzo, ale jednocześnie byłam ciekawa jak będzie. Okazało się, że było fajnie. Ale wciąż jeszcze byłam na etapie, że na bieg jadę tylko po to, żeby wziąć udział w imprezie sportowej. Do kwietnia wszystko było podporządkowane maratonowi.  Bieganie, trening uzupełniający i suplementacja. Wiadomo było, że w naszym przypadku ukończenie będzie sukcesem, a na wyniku kompletnie nam nie zależało. Ale mimo wszystko chcieliśmy stanąć na starcie w dobrym zdrowiu i bez kontuzji.

Maraton przebiegliśmy i coś trzeba było dalej robić. Przyszedł maj i wydarzyły się dwie rzeczy. Po pierwsze pierwszy raz stanęłam na podium – zajęłam trzecie miejsce w kategorii wiekowej w malutkim półmaratonie w Szelkowie. Po drugie wystartowałam w Ultraroztoczu i uświadomiłam sobie, że w biegach terenowych radzę sobie lepiej niż na asfalcie i że mimo nadmiernego kontaktu z naturą podobają mi się. Postanowiłam w roku 2020 powalczyć o dobry wynik na Roztoczu. Zaraz potem doszłam do wniosku, że muszę jeszcze wyrównać rachunki z Półmaratonem Praskim.

Znowu zaczęłam biegać z planem. Przeczytałam parę książek, zaczęłam wymyślać różne kombinacje treningowe i zaczęłam biegać więcej w terenie. To drugie było lekko traumatyczne, bo a to zaliczyłam glebę, a to spotkałam zaskrońca, a to mnie komary pogryzły. Ale przełamywanie własnych ograniczeń zawsze mnie bardzo kręciło.  Można powiedzieć, że już od tego momentu, czyli od końca maja sprawa była przypieczętowana. Tylko ja jeszcze nie do końca sama sobie to uświadomiłam. Bieganie stało się czymś znacznie więcej niż było. A moje udziały w biegach zmieniły nieco swój charakter. Nadal w niektórych biegach brałam udział dla fanu. Ale pojawiło się w moim słowniku słowo „ścignie się”, czyli udział w zawodach trochę bardziej na poważnie. Nawet jeśli jedyną osobą, z którą mogłam się ścigać byłam ja sama.

Puławy – Bieg Szlak Trafi, fot.

We wrześniu dwa razy stanęłam na podium. Może nie miałam wielkiej konkurencji, ale jednak nie byłam też jedyną uczestniczką. W zawodach trailowych, w których brałam udział wypadałam całkiem nieźle nawet jeśli nie cisnęłam na wynik.

Szczutowo – Bieg dwóch jezior
Podlesice – Jurajski Festiwal Biegowy

Dziś znowu jestem zapisana na maraton w Łodzi. Ale poza tym jestem w zupełnie innym miejscu. Bieganie na poważnie rozsiadło się w moim życiu. Zależy mi na tym, żeby od czasu do czasu się pościgać. Oczywiście bieganie rekreacyjne ma swój urok i nie zamierzam z tego rezygnować. Ale chcę biegać lepiej. Chcę przesuwać granicę i poprawiać wyniki. To ogromna zmiana względem biegania od mostu do mostu. A to oznacza, że ta strona też się zmieni. Nie pisałam ostatnio, bo ciężko mi było nie zahaczać o bieganie. Ale strona musi się zmieniać wraz ze mną. Skoro bieganie stało się istotną częścią mnie, to również i tu będzie go znacznie więcej niż innych rzeczy.

A na koniec przedstawiam Wilego. Wili dołączył do naszej rodziny dziś i postanowił zostać moją biegową maskotką 🙂